czego dowiesz się od innych matek

Możesz dowiedzieć się, że nie wartało pytać. Gorzej, jeśli wcale nie pytałaś.

W 30 roku życia w końcu udało mi się opanować wiedzę o dniach płodnych, o cyklu i o tym jak przyroda działa, że czasem coś wyjdzie a czasem wręcz przeciwnie. Swoją drogą, coś mi mówi, że za pół roku ta wiedza uleci z mojej głowy i będzie jak było, są takie rzeczy, które po prostu nie chcą ze mną zostać na stałe, no nie chcą i co im zrobisz? Teraz jednakoż temat mam opanowany, rozpiskę, tabelkę, wykres, co tylko. I tak sobie czekam i czekam, a im dłużej czekam tym coraz śmielej rozmyślam. Decyzja zapadła, razem z nią klamka, nie po to się człowiek decyduje, żeby zaraz się wycofać, więc rozmyślam tylko w dobrą stronę i liczę, że tym rozmyślaniem oswoję sobie temat, zapoznamy się, i okaże się że ani dziecko ani matka nie takie straszne jak je malują. A malować potrafią strasznie, łoj matko, strasznie.

Zapomnij i się pożegnaj. O wszystkim zapomnij i ze wszystkim się pożegnaj, bo już niczego nie będzie, już tylko będzie smród i brud i cierpienie i nuda i jeszcze więcej tego wszystkiego. Zapomnij, że się jeszcze kiedyś umyjesz, że kawę ciepłą wypijesz, że się wysikasz na jednym posiedzeniu a nie na raty! Nie dla Ciebie takie luksusy matko. Ja nie miałam i ty też mieć nie będziesz! Pożegnaj się i rozdaj wszystko poza dresem, kosmetyki spuść w kiblu, i nie wygłupiaj się z tymi włosami, sprzedaj na perukę, będą dwie pieczenie na jednym ogniu. Przecież i tak ich nigdy nie umyjesz. Nie obejrzysz filmu, nie poczytasz gazety, nie pójdziesz do restauracji, nie obejrzysz wiadomości. No i generalnie dziecko będzie źródłem udręk wszelakich, nie będzie spało, nie będzie jadło, będą tylko rzygi, kupy, ulewania, mocz, krew, pot, łzy, zobaczysz oj zobaczysz, ale mówię Ci no naprawdę, no już byś sobie to dziecko zrobiła, no czego nie robisz, jak ja ci tu przecież mówię i mówię, że to super jest mieć dziecko! No, ale mi powiedziałaś. Faktycznie.

A skocz mi do rzyci!

Przecież to oczywiste, że mały nic nie umiejący człowiek wymaga od nas ogromu wszystkiego, toć to nie żyrafa, żeby brykać samodzielnie po kilku godzinach od porodu. Chyba nikt rozumny nie wierzy, że życie z niemowlakiem wygląda jak w reklamie, no kaman! Nie trzeba wybujałej wyobraźni, żeby wiedzieć, że nie będziemy się od pierwszego dnia tylko kulać z dzidziolem po puchatym be-żowym dywanie całymi dniami aż dostaniemy oboje skurczów policzków z tej uciechy.

Czemu mają służyć te wszystkie straszne opowieści nie wiem, mnie się robi tylko i wyłącznie smutno, że ktoś głównie w takich barwach przedstawia to co podobno jest największą przygodą życia. A już w głowę zachodzę, dlaczego taka tyrada nie kończy się wysyczanym „nie popełniaj tego błędu!”.

Tyloma rzeczami można się zamartwiać, tyloma poważnymi i mniej poważnymi, a tu jeszcze to no dokładkę. Nikt nie chce się martwić, czy aby na pewno zdrowe, czy aby na pewno wszystko dobrze, czy aby wszystko na miejscu, ale ciężko się temu nie dać. I czy aby na pewno to wolno a tamtego nie wolno, czy może jednak na odwrót, a może obie rzeczy zabronione, albo dla pewności obie zjeść, łyknąć, wypić? A jak z tym wszystko dobrze, to można pomartwić się w lżejszym tonie – czy ze mną będzie dobrze, wróci wszystko na miejsce, czy się czasem nie zdefasonuję? A tu jeszcze bój się i trzęś portami, bo nawet jak wszystko będzie dobrze, to wychodzi na to, że gówno będzie a nie dobrze, bo będzie smród i brud i wiadomo co dalej i w zasadzie same nieprzyjemności Cię czekają i już możesz zacząć żałować.

Znam matki, które nie wypijają zimnej kawy, i takie, które wypijają, ale zanim były matkami, też jakoś tak zdążyć nie mogły zanim wystygnie. I takie, które mają umyte włosy i oglądają filmy też znam. I takie, które mają w domu posprzątane bardziej niż ja, kiedykolwiek, bez dziecka. I potrafią, nie strasząc i nie lukrując powiedzieć rzeczy, z których coś wynika, które możesz sobie przepracować w głowie i wyciągnąć wnioski, rzeczy które faktycznie pomogą Ci się choć trochę przygotować.

Pozostałych przestałam słuchać, nie potrzeba mi takiego straszenia, odmawiam. Jeśli kiedyś powiem coś w tym tonie, to mam nadzieję, że będzie obok ktoś kto uderzy mnie w tył głowy dla otrzeźwienia. A teraz dla odmiany pomartwię się suplementami diety, magnezem i rybami z rtęcią, o losie!