kiedyś dorośnie

Nie wzruszam się z byle powodu, ale jak już ma miejsce coś z puli rzeczy, które na mnie działają to raz dwa mam makijaż jak niedorobiony psychofan Kiss i gile do pasa. I tak najbardziej wzruszającą rzeczą na świecie są pieski; spot ze schroniska, wystarczy jedno smutne pysio i już mam mokro w oczach. A już nie daj żeby się pojawiły skrzywdzone pieski, wtedy rozpacz płynie poprzez świat. Chętnie wzruszę się też z powodu starości (nie tylko psiej, ale też) i niektórych filmów. Na przykład Armageddon. Zaczynam w połowie filmu, jak tak idą razem w tych kombinezonach, strasznie mnie to ich iście wzrusza, że oto idą świat ratować, no i rozumiecie, tak idą i razem idą, i w tych kombinezonach Nasa a ja już zaczynam puchnąć. I od tego momentu już do końca filmu się nie uspokajam. Tak że jakbym miała płakać na zawołanie to mogę sobie przypomnieć takie różne rzeczy i voila. Zawsze bardziej wzruszały mnie psy niż dzieci, i generalnie dalej w Ekspresie reporterów i innych Uwagach muszę unikać materiałów o psich smutkach. Te o dzieciach, i ludziach w ogóle, znoszę raczej na sucho.

A teraz do repertuaru, który działa niezawodnie dołączyło moje osobiste dziecko. I fakt, że rośnie. Że teraz jest taka malutka, ale zaraz urośnie. To jest clou problemu. Od 5 tygodnia, kiedy pierwszy raz zaczęłam płakać z tego powodu. Bo jest taka malutka, a zaraz urośnie i pójdzie w świat. A ja nie chcę żeby urosła, chcę żeby została tą malutką bezbronną kluseczką w moich rękach. Słuchaj dzieweczko, ale ona nie słucha, więc beczę odkładając kolejne ubranka, które nie wytrzymują naporu i strzelają jak na rosnącym Hulku. I łzy stają w oczach kiedy ją karmię i trzymam za tą malutką rączkę, która lada chwila będzie się wyrywać z mojej. I nie chcę jej wypuścić. Nie nagrałam tych śmiesznych ruchów po karmieniu, kiedy wiła się jak gąsieniczka, nie zdążyłam. A teraz już tak nie robi i nigdy robić nie będzie, minęło bezpowrotnie, a mi zostało odgrzewanie tego wspomnienia, które wyblaknie, nawet jeśli będę je przywoływać codziennie.kiedyś dorośnie kiedyś przestanie

Nie mogę śpiewać kołysanek bo zamieniają się w szlochanki. Jak wytrzymać to, że teraz jest mała jak okruszek, a kiedyś tam będzie mieć dorosłą duszę? Od tej piosenki szkliły mi się oczy kiedy nie miałam dziecka; teraz wywołuje powódź. Śpiewam i płaczę, a ona patrzy i uśmiecha się bezzębnie i rozczula mnie jeszcze bardziej. Czytam „Przed twoim urodzeniem” i nie mogę spokojnie dojść do końca, chociaż opowieść składa się raptem z kilkunastu zdań. Ludzik z miłości z ostatniej strony rozkleja mnie totalnie, łzy kapią na kartkę, papier już zaczyna falować. Zanim Pola zacznie coś z tego rozumieć końcówkę książki rozmoczy nadmiar miłości.kiedyś dorośnie

kiedyś dorośnie

kiedyś dorośnie

kiedyś dorośnie

kiedyś dorośnie

kiedyś dorośnie

Cieszy każda nowa umiejętność, a jednocześnie przecież każdy uśmiech, obrót i krok oddala od nas tego okruszka i nie można tego zatrzymać. Bezpowrotnie znikną te słodkie bezzębne dziąsła, obślimtane łapki, niezborne ruchy i niepowtarzalny zapach dziecizny. Wiem, wiem, zastąpią je wypadające mleczaki, brudne, lepkie rączki, przytulasy i buziaki. Ale i one nie zostaną z nami na długo. Ciężko to zaakceptować kiedy ma się własnego ludzika z miłości. O jak słodko gorzko smakuje teraz płynący czas.