ix bunnies rock star baby

Jakiś czas temu stałam z Polą w sklepie w kolejce do kasy. Kobieta za mną zagaiła, że ooo szumiący miś, moja wnuczka też ma, ale coś go nie lubi. Ja na to, że a u nas owszem, sprawdza się, jak była mniejsza to bardziej, teraz nie zawsze działa. A pani na to w te słowa: „Najgorsze pierwsze trzy miesiące, nie?” Moją pierwszą myślą jest NIE!, ale mruczę tylko apatycznie „yhyymm”. Bo w sumie to mi się nie chce, bo co będę obcej babie tłumaczyć, ona i tak swoje wie a kolejka zaraz się skończy. I chociaż powinnam powiedzieć, że nie, nieprawda, to wybieram oszczędzać energię i potakuję, że niby się zgadzam, wiadomo, wszyscy tak twierdzą, it is known.

I zastanawiam się czy ona naprawdę tak myśli, czy to faktycznie jest jej doświadczenie, żę najgorsze są pierwsze trzy miesiące, czy tak tylko powtarza, bo tak się mówi, znaczy się, musi, że to prawda. Mówi, żeby mówić. Ktoś z kolejki powinien wtedy dorzucić rubasznie, że najgorsze pierwsze osiemnaście lat, ha ha ha, no boki zrywać. Żart taki dobry i świeży. Na pewno już to słyszałaś. Może nie bawmy się w drobiazgowość i po prostu ustalmy, że najgorsze to jest życie. W ogóle co za pomysł nazywać pierwsze trzy miesiące życia swojego dziecka czymś najgorszym, co to jest zaraza jakaś, plaga egipska?

Pierwsze trzy miesiące nie są najgorsze, mają swoje uroki i cienie jak wszystko w życiu. Tak jak drugie trzy miesiące. I każde następne. Może i dla kogoś są najgorsze, ale dlaczego powtarza się to tak jakby było to faktem równym temu, że woda gotuje się w 100 stopniach?

Matkę dwumiesięcznego dziecka pytają jak jest. To odpowiada, że dobrze, że spokojny, że dużo śpi, nie marudzi. I co słyszy? Aa, to się mu może zmienić! To jeszcze nic nie znaczy. A czy ona mówi, że nie może? Czy ona mówi, że się nie zmieni? Czy ona mówi, że już tak będzie do podstawówki? Pytają, więc ona mówi jak jest, jak Max Kolonko. I to, że dużo śpi właśnie coś znaczy. Właśnie znaczy, że ona też się wyspała, tyle z tego wynika. Niemało. Wynika z tego jaki jest stan rzeczy na dzisiaj. A w sumie o to pytają, nie?

Matkę dwumiesięcznego dziecka pytają jak jest. To odpowiada, że słabo, że jakiś taki niespokojny, śpi mało, marudzi więcej. I co słyszy? Nieee, nie, nie. Nie, że to mu się może zmienić i że to nic nie znaczy. Dowie się, że takie są dzieci, taki jest los, nie śpię piąty rok, trzymam kredens i dzieci. No i nie ma tak, żeby nie mogło być gorzej, więc najgorsze dopiero będzie. Nie-o-dwo-łal-nie.

Jak jest dobrze, to się mu zmieni i to nic nie znaczy. A jak jest źle, to no no, tak to jest. W drugą stronę, na lepsze, już nic nie może się zmienić, dobre słowa kosztują nas tak drogo. Dzieci nie są różne, nie mają różnych dni i okresów, z dziećmi jest przesrane. Czujesz, że masz przesrane? Dobrze! Nie czujesz? Nie bój, nie bój, zaraz i na Ciebie spadnie ten krzyż i nawet nie próbuj spod niego wychodzić. Wszak jeśli pierwsze trzy miesiące nie są najgorsze, to nie bój, najgorszość ciągle czeka w pogotowiu. Zaraz ząbkowanie, potem chodzenie, potem „bunt dwulatka” i tak dalej. Wygląda na to, że rozwój dziecka to po prostu pasmo udręk i co rusz ktoś chce żebyś usłyszała to również od niego.

Powtarzanie takich utartych frazesów przychodzi z łatwością. I może w autobusie do obcej baby nie ma się co wysilać i wyjeżdżać z głębszą refleksją. Bo czy to coś zmieni? Prawdopodobnie nic. Ale może zasieje trochę zamętu, że może jednak prawda nie jest tylko jedna. Trudniej i gorzej, jeśli trzeba tego słuchać cyklicznie od tych samych osób. A gorzej, bo to znaczy, że nadzieja na zasianie czegokolwiek już dawno umarła.

ix bunnies rock star baby

ix bunnies rock star baby

ix bunnies rock star baby

ix bunnies rock star baby

ix bunnies rock star baby

ix bunnies rock star baby

ix bunnies rock star baby