5 kwestii do przemyślenia blw

BLW – metoda karmienia dzieci bez karmienia, bo karmią się same. Dziecko przestawia się stopniowo z jedzenia mleka na stałe pokarmy, pomijając papki i inne pulpy, od samego początku samodzielnie.

Ja na rozszerzanie diety sposobem BLW zdecydowałam się jeszcze zanim pojawił się bobas, który ma wybierać. Najpierw przemówiła do mnie teoria, potem widziałam jak wygląda praktyka u mojej przyjaciółki. To przekonało też Wybranka, który słabł na myśl o karmieniu łyżeczką. Tylko babcia trochę wymięka, kiedy jest świadkiem, a Pola się krztusi, ale to i mnie kapkę stresuje więc nie ma się co dziwić. Jeśli jeszcze nie wiesz, czy jest to metoda dla ciebie, to pozwól, że przedstawię ci 5 kwestii o których musisz pamiętać zanim zdecydujesz się na BLW.

1. BLW pochłania czas, podobno dużo. Oczywiście, przygotowanie jedzenia do blw i sprzątanie po nim zajmuje czas, bez dyskusji. Ale ja wolę poświęcić czas na gotowanie i posprzątanie, niż na ślęczenie przed dzieckiem z łyżką i zgarnianie odrzutów z brody (zgroza, zgroza!). Nam obojgu karmienie łyżeczką, aż zostanie zjedzone, jawiło się jako udręka: nuda panie, jak w polskim filmie, a trwa to wieczność.

2. Dziecko wypada karmić zdrowo, w BLW trzeba samemu o tym pomyśleć. To nie konkurencja w topszefie, ale pomimo wszystko coś więcej niż otwarcie słoiczka i tadam gotowe. Jakoś tam trzeba to przemyśleć i podjąć decyzje, najlepiej tak żeby gotować dla dziecka i dla siebie za jednym zamachem. Nie podzielicie się posiłkiem jeśli stanowią go wysoko przetworzone produkty, przesolone, przecukrzone, przetłuszczone. Jeśli nie chcecie mieć dwa razy więcej pracy, i nie chcecie potem tłumaczyć dlaczego jedzenie na talerzu dziecka nijak nie przypomina waszego, to przykro mi, ale trzeba jeść w miarę zdrowo. Z większości posiłków, które jemy jestem w stanie odłożyć coś dla Poli w trakcie ich przygotowywania, od samego początku. To co się nie nadaje, zwykle odpada przez zbyt trudną do zjedzenia na tym etapie formę, za kilka miesięcy to się zmieni. A wspólne menu jest dodatkową motywacją do jeszcze zdrowszych wyborów w kwestii przygotowywania posiłków i ich składów.

3. BLW pozwala dziecku uczestniczyć w posiłku rodzinnym, przy stole, w tym samym czasie kiedy je reszta. Tak że jedzenie na kanapie i/lub przed telewizorem odpada, sorry gregory. Nie takie wzorce chcemy od maleńkości przekazać dziecku, nie o takie Polskie walczymy. Skończyło się jedzenie z talerzem na brzuchu i oglądanie kolejnych odcinków serialu albo krzyczenie do wiadomości. A lubiliśmy to, oj lubiliśmy (tzn. dialog z wiadomościami to tylko ja). Teraz za to jemy mniej, rozmawiamy więcej (ale to chyba nie całkiem zdrowo) i jesteśmy bardziej razem a nie obok.

4. Dziecko jedzące w trybie BLW robi bałagan, brudzi siebie i otoczenie. Trzeba sprzątać. Jak jecie w miejscu innym niż dom, też trzeba trochę za sobą ogarnąć. Na początku trzeba włożyć trochę wysiłku w organizowanie mu jadłospisu. Nie nafutrujesz jak gąsiora szybciutko na siłę jak się spieszy. Ale robienie syfu maleje z każdym miesiącem, uwzględnianie posiłku dla dziecka wchodzi w krew a możliwość samodzielnego decydowania o tempie, ilości i rodzaju przyjmowanego jedzenia opłaca się długoterminowo. Dziecko uczy się od początku samodzielnej obsługi ale uczy się też kiedy jest najedzone i jak to jest być głodnym. Obsługując się samo, skupia się na jedzeniu, na jego fakturach, smakach, konsystencjach i ma szansę poznać się z nimi lepiej niż biernie siedząc z otwartą buzią. A to są rzeczy, które idą z nim w dorosłe życie. W kwestii dzieci niestety częściej lepiej jest patrzeć na odroczone w czasie efekty, a nie na bieżącą wygodę.

5. BLW pozwala nie chcieć jeść. W końcu to dziecko samo decyduje co, ile i kiedy koniec. Na początku ilości tego co znika w paszczy są znikome. Więc trzeba się pogodzić z tym, że „nie je”, a reszta jedzenia często idzie na marnację bo jest tak przemielona i zmaltretowana, że tylko łakomy pies warujący pod krzesełkiem zechce się skusić. Z czasem coraz więcej trafia do brzucha, a dziecko uczy się samodzielnie dawkować jedzenie. Co oznacza, że uczy się też, że je tyle ile chce. A to już ciężki orzech do zgryzienia dla niektórych, bo na pewno je za mało, a w ogóle, to w ogóle nic nie je. Jest jednak spora szansa, że nie zmuszane, bardziej polubi jedzenie inne niż to z mąki i cukru i nie nabawi się odruchu wymiotnego na smak brokuła. Kto z nas nie ma w pamięci scen z przykładowo kalafiorem, którego koniecznie trzeba zjeść, zwłaszcza, że biedne dzieci w Afryce, które akurat pokazują w telewizorze nie mają takich rarytasów. A jak zjem to będą miały? Nie wiadomo, pewne jest to, że skończyło się wzmocnieniem awersji do kalafiora, chociaż wcale nie wpychali mi go wtedy na siłę. Ja pamiętam tylko tę jedną lajtową sytuację, ale nie wyobrażam sobie znosić tego codziennie, ani jako futrujący ani jako futrowany, z łyżką podstępem wpychaną do buzi.

Jeśli nie straszne Ci porzucenie dotychczasowych przyzwyczajeń, chcesz, żeby cała rodzina jadła zdrowo i sięgasz wzorkiem dalej niż dzisiejsze popołudnie to gratuluję, BLW jest dla Ciebie!