blw jak zacząć i się nie zniechęcić krótki poradnik

Jeśli ktoś nie widział BLW w praktyce, to prawdopodobne jest, że będzie uważał, że to trudne, że niewygodne, że dużo roboty, że tylko syf z tego, że nie wiadomo. Jeśli nie przygotujesz się mentalnie, to łatwo się zniechęcić, uznać początkowo za fatalny wybór i mnożyć problemy.

1 Nie chce mi się gotować dwa razy

Otóż nie trzeba. Dokładanie sobie roboty przy każdym posiłku mnie też by zniechęciło. Faktycznie, jeśli ktoś powie, że na obiad je kurczaka smażonego w panierce, ziemniaki gotowane z solą i surówkę z majonezem, to trzeba. No tym się nie podzielisz. Mnie akurat łączenie gotowania dla nas i dla Poli nie sprawia problemu. Większość rzeczy, które jemy można minimalnym wysiłkiem dostosować dla niej. Na razie głównym problemem są rozmiary i konsystencja, bo są rzeczy których nie podniesie i nie poradzi. Jeśli używa się w kuchni głównie warzyw, owoców, produktów zbożowych, strączków, tłuszczów roślinnych, z moderacją je produkty odzwierzęce i ogranicza sól i cukier to naprawdę nie jest trudno jeść razem z dzieckiem. Rozszerzanie diety jest idealną okazję na zmianę nawyków żywieniowych całej rodziny; nie na jakieś wydumane, po prostu na zdrowe.

Widziałam opinię, że BLW to nie bardzo, bo to trzeba bez soli i cukru gotować. Tak jakby to jakaś dieta była, jedna z wielu, która akurat ma takie wytyczne. Jakieś totalne niezrozumienie. Zalecenie WHO pozostają takie same, niezależnie od tego jak się dziecko karmi.

2 Nie chcę jeść jak w przedszkolnej stołówce

Ludzie boją się, że nie będzie im smakować bo to bez soli, bo jałowe, wegle bez smaku, a na doprawianie na talerzu kręcą nosem. Ja odkładam dla Poli porcję do do osobnego garnka zanim dodam składniki, które się dla niej nadają. Tym sposobem możesz sobie dobawić danie wg uznania, kosztem dodatkowego brudnego garnka. Nie jest to wygórowana cena.

3 Ale ja jestem dorosły i nie chcę ciągle jeść zdrowo

Jeśli bardzo, bardzo nie chcesz jeść zdrowo, to zawsze możesz maksymalnie uprościć gotowanie dla dziecka. Jeśli będziesz mieć pod ręka świeże lub mrożone warzywa to zawsze możesz ugotować je na parze. Wszystko w jednym garnku, sprawdzasz tylko miękkość, nie ma wiele roboty i bałaganu. Można tak zrobić też rybę i drób. To przydaje się też na samym początku, kiedy dzidzia jeszcze nie jest zbyt obrotna więc wiele rzeczy ciężko jej zaserwować. Ale też potem, kiedy jemy obiad, który nijak się dla niej nie nada, np risotto z grzybami.  Ale ale, to dobre na krótką metę, albo okazjonalnie, bo prędzej czy później dziecko połączy kropki i zakuma, że nie jecie tego samego i jak to tak, no jak? No i ileż można jeść warzywa luzem i bez towarzystwa?

4 Nie chce mi się zastanawiać, myśleć, kombinować

W książce-biblii „Bobas lubi wybór” stoi jasno napisane, że kolejność podawania produktów nie ma znaczenia. No to jak nie ma, to nie ma. Ja to przyjmuję. I już się nie zastanawiam. Dobieram jedzenie pod kątem takim czy mała sobie poradzi z formą/kształtem/konsystencją. Nie podaję trzy razy pod rząd tego samego, nie notuję, czy aby za często nie podaję tego samego, nie sprawdzam po raz wtóry przy każdym nowym produkcie, czy można, czy inni podali, czy aby na pewno. Skoro wiesz co można podawać, i masz te produkty w domu, to nie ma się nad czym długo zastanawiać.

5 Ono się nie naje

No i właśnie o to chodzi. Nie po to to robimy, żeby się najadło. Tym sposobem dziecko przez pół roku uczy się jedzenia i o jedzeniu, eksperymentuje, smakuje i nie ma napięcia, że „ono nic nie zjadło”. Najada się mlekiem, a przy stole może bez nerwów poznawać nowe smaki, faktury, konsystencje i uczyć się samodzielności. Ale nie polecam wychodzić z założenia, że eee co ono tam zje, nie warto, i podawać brokuła z wody przez cały tydzień. Bo warto podawać jak najwięcej smaków i dań, warto zrobić zupę nawet jeśli póki co najchętniej wylałoby ją sobie za kołnierz, bo każdy posiłek to szansa na naukę i zabawę.

6 Nie mam co podać, nie mam czasu, zarobiony jestem

Przy robieniu menu na tydzień zastanawiam się od razu nad naszym i nad jej obiadem i staram się żeby jak najwięcej się pokrywało. Wtedy po prostu w trakcie przygotowywania obiadu, odkładam i dla niej, bo się da. Na początku po kilka kawałków produktów, a z czasem coraz bardziej przygotowane dania. Warto przemyśleć co z tego co jemy będzie się nadawało, poszukać dodatkowych propozycji i zrobić sobie bazę przepisów, z których korzystamy przy robieniu tygodniowych zakupów. Wtedy zawsze mamy co podać i nie musimy się gimnastykować.

7 Boję się, że się zakrztusi

I słusznie. Bo się zakrztusi, i to nie raz. Aż się nauczy. Wspomniana już książka „Bobas lubi wybór” rozwiewa wątpliwości – miejsce na języku, którego dotknięcie wywołuje odruch wymiotny jest u małych dzieci dużo bliżej niż u dorosłych. Co za tym idzie, jest dużo dalej od gardła. Od krztuszenia do dławienia zatem daleka droga. Dziecko się krztusi, samo wypluwa to co mu nie spasowało i je dalej, jak gdyby nigdy nic, i za kilka tygodni przestaje. No i trudno, trzeba to wytrzymać, pomimo logicznego wytłumaczenia, nerwy i tak się pojawią, taki los rodzica.

Skoro nastawienie mamy już odpowiednie, to teraz garstka praktycznych uwag:

  • Nie tak łatwo wycelować w odpowiednią twardość/miękkość podawanych kawałków. Czasem wyjdą za miękkie i wszystko się rozciapcia jeszcze w ręce, a czasem za twarde i trzymać się będzie dobrze, ale za to zjeść się nie da. Nic nie szkodzi, zapozna się z zapachem i smakiem, trochę poliże i też będzie. Bo co? Bo przecież nie ma się tym najeść.
  • Mrożone warzywa nie zawsze są w kształtach z którymi poradzą sobie maluchy. Można przygotować samemu megapakę warzyw w odpowiednich kształtach i zamrozić, jeśli wolimy to niż obróbka świeżych.
  • Jeśli nie korzystamy z mrożonek to łatwe do obrobienia są brokuł i kalafior, odcinamy parę drzewek, reszta zostaje. W sezonie fasolka szparagowa, szparagi. Marchewka, cukinia, kalarepa, papryka, ogórek, pomidor, awokado – to co zostaje można zjeść na surowo.
  • Żeby drugie albo i pierwsze śniadanie zjeść razem możemy wybrać warzywa „kanapkowe”, do tego trochę chleba z kapką masła/ kawałeczek sera (mozarella, twaróg, ser żółty )/ ugotowane jajko.
  • Na drugie śniadanie najłatwiej i najszybciej jest podać owoce, nie ma z tym dużo zachodu.
  • Można też zmiksować owoce z jogurtem naturalnym/maślanką i podawać taki koktajl z kubeczka.
  • Płatki błyskawiczne owsiane albo jaglane, na wodzie, z owocami można zrobić dla siebie i po prostu się podzielić. Potem można dorzucić orzechy, albo dosłodzić jeśli potrzebujemy. Taka owsianka/jaglanka jest jedzona trochę rękami, trochę łyżką.
  • Z kaszy najfajniejsza jest jaglana bo ma najlepszą konsystencję kiedy ugotuje się ją na klejąco (ja potrafię tylko tak), ale inne też się nadają. Można zrobić z niej kulki, paluszki, coś co podniosą małe łapki.
  • Z makaronów najłatwiej w rączki wpada tagiatelle i rigatoni, inne na początku wyskakiwały ze śliskich łapek. Dorzucam kilka sztuk jej makaronu do naszego, jeśli akurat jemy inny fason.
  • Smażenie lepiej zastąpić pieczeniem, duszeniem, lub gotowaniem na parze. Przynajmniej przez pierwsze kilka tygodni, a potem i tak zaleca się nie za dużo i ledwo ledwo, nie że schabowy na smalcu. Rybę i drób można spokojnie zrobić na parze, ewentualnie zrobić tak tylko porcję dla dziecka a dla siebie usmażyć. Mięsa bardziej wymagające można upiec, najlepiej za jednym zamachem z warzywami żeby się nie rozdrabniać. Cebulkę można udusić, warzywa upiec albo zrobić na parze. Placko-naleśniki też można upiec.
  • Do słodzenia ciasta, placków etc można użyć daktyli, tak żeby smakowało wszystkim.
  • Woda. Ja podaję przegotowaną, trzeba pamiętać żeby odlać wcześniej albo potem studzić. Ale butelkowa na początku zdąży się skisnąć zanim ją wypije, a ja takiej mamodzieciowej nie lubię. Jak zacznie faktycznie wypijać jakieś sensowne ilości, to zacznę kupować w małych butelkach.

Mam nadzieję, że przekonam chociaż jedną osobę, że „metoda” BLW jest do ogarnięcia i zachęcę żeby dała jej szansę.  A dlaczego uważam, że warto, przeczytacie TU