zimna kawa i macierzyństwo lumberjack baby drwal dziecko

Zimna kawa urosła do rangi symbolu macierzyństwa. Macierzyństwa umęczonego. Ciepła kawa to już niemal święty Graal. Podobno istnieje, podobno są ludzie, którzy ją widzieli i wieść gminna niesie, że nawet pili, ale to nic pewnego. Lubimy sobie ponarzekać, jesteśmy tylko ludźmi, a do tego Polakami. I tak już rok, dwa, pięć pijemy zimną kawę i płaczemy nad matczynym losem. Bo wiecie, zimna kawa, wiadomo, standardowy napój matki. Ja mam widać inne standardy i znam kilka matek, które też mają inne. Czasem to tak niby półżartem, niby z przymrużeniem oka a jednak wybrzmiewa głównie żal. Narzekanie bez narzekania, mistrzostwo, ha! A mnie już głowa od tej zimnej kawy boli.

Ja ostatnio ciepłą kawę piłam 40 minut temu. A poprzednią rano. Właściwie to codziennie pozwalam sobie na taką ekstrawagancję. Piję ją kiedy śpi, kiedy jest w łóżeczku, kiedy jest w krzesełku, kiedy raczkuje, kiedy gramoli się po kanapie obok nas, kiedy siedzi i się bawi, kiedy się wspina na mnie albo na meble. Nie piję jej leżąc brzuchem do góry na kanapie, bo mi nie zależy, ale gdyby mi zależało na takiej celebracji tej chwili, to zaaranżowałabym picie kawy w sprzyjającym czasie. Wypić kawę jest łatwo, i nie trwa to długo, jak trwa długo to przestaje być ciepła, możesz to zrobić prawie zawsze, może czasem z pięciominutowym poślizgiem bo kupa albo inna awaria. A jeśli nie pijesz kawy, żeby wypić kawę, tylko żeby sobie posiedzieć przy tym pół godziny i porozmyślać o nowej pralce i testach do koła fortuny, no to cóż, to nie jest możliwe w każdej chwili.

I to jak rozumiem ta kawa tak naprawdę symbolizuje. Że by się chciało teraz w tej chwili napić kawy i jednocześnie poczytać gazetkę, albo bez zakłóceń pooglądać wiadomości. A tu dupa, bo to fakt, o istnieniu takich chwil już nie decydujesz ty, i nie ma rady, trzeba się dostosować.

Bo chyba nie znaczy to że dosłownie nie jesteś w stanie wypić kubka płynu w przeciągu kilkunastu minut. Albo że nie masz ani chwili dziennie kiedy możesz zaszaleć i posiedzieć na dupie 15 minut. Jakoś nie umiem w to uwierzyć, no nie umiem.

Obok zimnej kawy stoi niejedzenie. A jeśli już to tylko na stojąco, na zimno, na czas. To raczej też tak niby z uśmiechem, bo chyba, że nie całkiem na poważnie. Owszem, nie zawsze można zjeść od razu kiedy atakuje głód, czasem trzeba poczekać, bo akurat zbiegnie się to z marudzeniem albo głodem dziecka, i z tym nie wygrasz. No ale to zjesz jak nakarmisz, albo jak uspokoisz, albo jak uśnie. A nie że jutro, albo przy niedzieli. Od nieżartów w temacie zimnej kawy i nie jedzenia istnieją jeszcze dziwniejsze. Te o niechodzeniu do kibla, bo dziecko. Ale co ja, jak ja? W ciąży nie wytworzył mi się dodatkowy magazynek we flakach, gdzie mam to sobie trzymać? To niezdrowo, wbrew naturze i o mamo jak niewygodnie. Życia i fizjologii nie oszukasz. Z pełnym pęcherzem, na granicy wytrzymałości, jest się kiepskim uspokajaczem.

Ja się w tym gubię. Może to są takie żarty, co ja się na nich nie znam. A może jednak jest w tym kilka ziaren prawdy, akurat tyle żeby włączyć mój detektor bulszitu.

Powiedzcie, czy ktoś jeszcze pije ciepłą kawę i sika na żądanie? Czy ktoś jeszcze na tym świecie poza mną?

zimna kawa i macierzyństwo lumberjack baby drwal dziecko

zimna kawa i macierzyństwo lumberjack baby drwal dziecko

zimna kawa i macierzyństwo lumberjack baby drwal dziecko

zimna kawa i macierzyństwo lumberjack baby drwal dziecko

zimna kawa i macierzyństwo lumberjack baby drwal dziecko

zimna kawa i macierzyństwo lumberjack baby drwal dziecko

zimna kawa i macierzyństwo lumberjack baby drwal dziecko

zimna kawa i macierzyństwo lumberjack baby drwal dziecko

zimna kawa i macierzyństwo lumberjack baby drwal dziecko