Kocham BLW całym sercem, ale nie ukrywam, że czasami mam ochotę uniknąć przebierania, sprzątania krzesełka, mycia Poli i ścierania podłogi bo mam lenia i tak strasznie, strasznie mi się nie chce. Żeby ograniczyć syf muszę zrobić coś co się co najwyżej kruszy i co łatwo jest skonsumować. No i żeby jeszcze mała chętnie to jadła. Strzałem w dziesiątkę okazały się muffinki z jabłkami. Na drugie śniadanie albo na podwieczorek. Do tego koktajl pity przez słomkę i jest prawie, że czysto. Muffinki posmakowały Poli bardzo, najbardziej ze wszystkich moich słodkich wypieków, żądała „da” i „da” jak je tylko zobaczyła. Są są idealnie wilgotne i miękkie, a do tego z mąki pełnoziarnistej i jogurtu naturalnego, z nieduża ilością syropu daktylowego, więc i zdrowe. Pyszne wychodzą też z bananem albo jagodami czy malinami, ale wtedy niestety przestaje być tak czysto. Za pierwszym razem zrobiłam ilość według przepisu, ale więcej już nie popełniłam tego błędu, i podwoiłam porcje bo babeczki znikają w trymiga.

SKŁADNIKI (na 16 sztuk)

  • 2 duże jabłka
  • 250 g mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 jajka
  • 3 łyżki syropu daktylowego (wg uznania)
  • 80 ml oleju rzepakowego
  • 250 g jogurtu naturalnego (w temp. pokojowej)
  • cynamon

Jabłka obieramy i kroimy w kostkę. W jednej misce mieszamy jajka, jogurt, syrop daktylowy i jabłka. W drugiej misce mieszamy mąkę z proszkiem i cynamonem. Do mokrych składników dodajemy suche i mieszamy raz dwa, dokładnie ale szybko! Ciasto wykładamy do przygotowanych papilotek i wsadzamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 30 minut (do suchego patyczka). Czekamy aż ostygną, żeby lepiej odchodziły od foremek. Ale kto to wytrzyma?

Oryginalny przepis TU