Minęło ponad pół roku od pierwszego stałego posiłku Poli. Po prawie siedmiu miesiącach jedzenia/karmienia trybem BLW stwierdzam, że nie widzę innej drogi. Dawanie jej jedzenia do samodzielnego zbadania i obsługi wydaje mi się najbardziej naturalnym i oczywistym rozwiązaniem. Widziałam jak z tygodnia na tydzień radzi sobie coraz lepiej, je coraz więcej, jak poznaje konsystencje, faktury i smaki. Widziałam też tonę bałaganu i dziesiątki razy drapałam się po głowie, co by tu dzisiaj na kolację, żeby się nie narobić.

Rady, że dziecko może jeść wszystko i że „nooo, warzywa i owoce, nie wiesz no?” są mało szczegółowe i nie pomagają ułożyć menu. No bo co konkretnie? Tak wyglądało to u nas, miesiąc po miesiącu:

Początek – 7 miesiąc

Na początku Polcia jadła tylko dwa „posiłki” – obiad i coś jakby drugie śniadanie, i tak przez pierwszy miesiąc. Obiad z nami po 16, a śniadanie jak wyszło. Wtedy podawałam Poli wszystko raczej w kawałkach, każdą rzecz osobno. Gotowałam taki obiad, żeby zawierał w sobie warzywa, które można będzie jej podać, ewentualnie robiłam specjalnie dla niej kilka sztuk na parze. Na drugie śniadanie owoce w kawałkach. Oprócz warzyw podawałam też produkty zbożowe, kapkę chleba ( bo sól), jajko, kawałek mięsa i nabiał. Nie podawałam po kilka razy tego samego, lista dozwolonych produktów jest nieskończenie długa i nie umiałabym tego wytrzymać, praktycznie codziennie było coś nowego. (Nie wiem co na to specjaliści, nie pamiętam ;)). Najnajpierwszy posiłek składał się z banana, gotowanego ziemniaka i gotowanej marchewki, bo nie umiałam wytrzymać napięcia i zaczęłam dwa dni przed planowanym terminem więc nie miałam nic konkretnego przygotowane. Potem już praktycznie zawsze nasz obiad był jej obiadem.

  • karmienie po przebudzeniu
  • 10 śniadanie
  • karmienie w międzyczasie, często dwa
  • 16 obiad
  • karmienie około 17.30 (zwykle)
  • karmienie przed spaniem
  • w nocy wg żądania

2 śniadanie

  • owoce w kawałkach: banan, jabłko, gruszka, mango, śliwka, brzoskwinia, ananas, arbuz, pomarańcza, mandarynka, kiwi
  • owoce drobne: malina, truskawka, jagody, czarna porzeczka, jeżyny – zmiksowane z jogurtem naturalnym i taki koktajl podawałam z kubeczka (po 10 miesiącu przez słomkę)
  • owsianka, kasza manna, kasza jaglana ugotowana na gęsto – jedzona rękami (teraz kiedy rękami już umie, koło 11-12 miesiąca czasem daję łyżeczką, żeby nie sprzątać ;))
  • zmielone orzechy – dosypuję zawsze porcję do owsianek itd., mielę w takim oldskulowym młynku do kawy z prlu
  • chleb – na początku nie za dużo, bo strach przed solą, wafle ryżowe
  • masło, masło orzechowe

Obiad

Zawsze coś z tego co jedliśmy my, (jak TU i TU) chyba, że nasz obiad był z grzybami albo kupnymi pierogami, albo innym dziwem którego teraz nie wspomnę.

  • gotowane warzywa -brokuł, kalafior, batat, burak, cukinia, dynia, fasolka szparagowa, kalarepa, marchewka, ziemniak, w słupkach wielkości mojego palca, mniej więcej
  • na surowo – pomidor, ogórek, papryka, awokado (tak, wiem, to owoc), pokrojone jak wyżej
  • liściaste, po jakimś czasie, podduszane albo pocięte surowe, dodawane do makaronu, kaszy, sosu – szpinak świeży i mrożony, jarmuż, rukola, roszponka
  • strączkowe – groszek, fasola, ciecierzyca, soczewica – po jakimś czasie, zmiksowane dodawane do makaronu, kaszy, sosu
  • makaron, kasza jaglana – dość szybko dołączyły do menu, oblepione sosem (sosy warzywne, z dodatkiem mleka/jogurtu/mleka kokosowego)
  • mięso – filety z indyka w kawałku, zrobione na parze
  • jajko – ugotowane na twardo
  • zupa krem, pita z kubeczka (zupy warzywne, na bulionie warzywnym a częściej wodzie, z wkładką z warzyw strączkowych, ewentualnie z dodatkiem nabiału)

Do picia tylko woda. Najpierw tylko z kubeczka Doidy Cup. Najpierw przytrzymywałam go delikatnie od spodu, żeby nie wlała sobie całej zawartości na raz do gardła. Z czasem przestałam i wtedy całe mnóstwo wody lądowało na fartuszku, krześle i podłodze. Skazując pasy w krzesełku na wieczne niewyschnięcie i tym samym śmierdzenie mokrą szmatą, a musicie wiedzieć, że dla mnie to jedna z najgorszych rzeczy na świecie. Oczywiście zachłystywała się trochę przy piciu, ale szło jej coraz lepiej. Szłoby jeszcze szybciej i lepiej gdyby nie to, że niestety wielokrotnie przypominało mi się o piciu po skończeniu posiłku, i mówiłam, aaa trudno, następnym razem. Ona się nie domagała bo nie umiała, a poza tym korzystała ciągle z piersi, więc nie było palącej potrzeby.

8 i 9 miesiąc

Dołożyłam trzeci posiłek, teraz były dwa śniadania i obiad. Pierwsze śniadanie i drugie miały w zasadzie wymienne menu, jedno na słodko, drugie w miarę możliwości i chęci bez owoców. Po przebudzeniu karmiłam Polę piersią, więc pierwsze śniadanie było drugim posiłkiem dnia, drugie śniadanie kolejnym, i do obiadu jeszcze karmienie z cyca. Obiad ciągle jadła z nami po 16 i potem karmienia na żądanie.

  • karmienie po przebudzeniu
  • 10 śniadanie
  • 12-13 drugie śniadanie
  • karmienie w międzyczasie
  • 16 obiad
  • karmienie około 17.30 (często)
  • karmienie przed spaniem
  • w nocy wg żądania

Do śniadań dołożyłam

  • jajecznicę, jajko na twardo w ćwiartkach albo na miękko podawane łyżeczką
  • ser biały – twaróg i mozzarella w kawałkach, bieluch na chlebie albo waflach ryżowych
  • ser żółty – mało, bo sól
  • warzywa – pomidor, ogórek, papryka, awokado
  • placuszki twarogowe, smażone
  • domowe ciastka i muffiny
  • rozmaite placuszki, pankejki i tym podobne (raz zrobiłam nawet pieczone, potem już smażone na minimalnej ilości tłuszczu)
  • koktajl z jogurtu, mleka albo kefiru, z owocami

Do obiadów doszły

  • kotleciki warzywne, rozmaite, pieczone
  • pulpety wołowe pieczone
  • ryba w kawałku i pulpety rybne, pieczone albo gotowane na parze
  • pierogi ruskie i z serem (mogą być ze wszystkim)
  • tarta/quiche, z mąki pełnoziarnistej, z twarogiem i jogurtem
  • curry, pilawy i inne potrawki z ryżem – podawane z makaronem, kasza jaglaną, orkiszową albo później z bardziej rozgotowanym ryżem

I odtąd właściwie repertuar się już nie powiększa i formy podawania właściwie też już nie.

10 i 11 miesiąc

Doszedł czwarty posiłek – kolacja. I on dostarczał i dostarcza największych trudności 😉 Kolacja zastąpiła karmienie między obiadem a cycem „do spania”, wypadała po 18.

  • karmienie po przebudzeniu
  • 10 śniadanie
  • 12-13 drugie śniadanie
  • karmienie w międzyczasie (coraz rzadziej)
  • 16 obiad
  • 18 kolacja
  • karmienie przed spaniem
  • w nocy wg żądania

Na kolację:

  • jajecznica, jajko na twardo w ćwiartkach albo na miękko podawane łyżeczką
  • ser biały – twaróg i mozzarella w kawałkach, bieluch na chlebie albo waflach ryżowych
  • ser żółty – mało, bo sól
  • warzywa – pomidor, ogórek, papryka, awokado
  • chleb, wafle ryżowe z masłem
  • kasza z warzywami, z rozdeptanym pulpetem
  • pierogi albo pulpety z zamrażarki
  • naleśniki z serem, z serem białym i szpinakiem, z serem i z innymi warzywami, z rozdeptanym pulpetem
  • pasta warzywna do chleba: z groszku, z bakłażana, z awokado
  • omlet z warzywami i twarogiem
  • resztki z obiadu
  • wytrawne muffiny z warzywami i serem (ale komu by się chciało, najlepiej zrobić rano na drugie śniadanie)

Do picia tylko woda, w 11 miesiącu zaczęliśmy używać również słomki i butelki z ustnikiem. Do posiłków woda w kubeczku, a poza posiłkami z butelki.

12 miesiąc

W ostatnim  miesiącu doszedł piąty posiłek – podwieczorek. Pozostałe posiłki przesuwałam eliminując tym samym kolejne karmienia. Pierwsze śniadanie zastąpiło karmienie po przebudzeniu, potem kolację przesunęłam na później i zastąpiła wieczorne karmienie. W ciągu dnia już od jakiegoś czasu Pola nie domagała się mleka. Obiad długo jedliśmy razem, ale ostatecznie przesunęłam go na okolice 14 bo 16.30 to jednak za późno. I tak ustalił się plan jak z książki:

  • 7 I śniadanie
  • 10 II śniadanie
  • 14 obiad
  • 16.30 podwieczorek (kiedy my jemy obiad)
  • 19 kolacja

Na podwieczorek serwujemy

  • koktajl z jogurtu, mleka albo kefiru, z owocami
  • owoce
  • domowe ciastka i muffiny
  • rozmaite placuszki, pankejki i tym podobne

My po obiedzie jemy i owoce i ciastka, i nie mam ochoty z tego rezygnować, więc nie będę odmawiać ich Poli.


 

Postępy od początku widać było po kupach a z czasem też po rzadszym domaganiu się cycka. Bo jak się tak zebrało to co spadło na krzesło i podłogę, to można było mieć wątpliwości, czy coś faktycznie zjadła. Ale zjadała, zjadała. Im lepiej sobie radziła, tym głodniejszą wsadzałam ją do fotelika, żeby miała szansę nie tylko się pobawić ale też najeść. Do tej pory, w zależności od formy jedzenia i zabawowego nastroju, syf potrafi być wielki, przy czym teraz już nie ma wątpliwości, że i tak się najada. Wydaje mi się, że przedtem w tym bałaganie więcej było przypadku, a teraz zabawy. Po dwóch miesiącach jadła w restauracji pieczone warzywa i radziła sobie elegancko. Po trzech miesiącach z większością rzeczy dawała sobie radę, jadła w restauracji swoje pulpety, kawałki ogórka i o zgrozo jedną frytkę. Myślę, że można uznać, że mniej więcej wtedy zaczęła sobie dobrze radzić z większością rzeczy. Trudno stwierdzić to na pewno, bo opieram się na swojej pamięci i nagraniach video ;P Teraz je już tylko „normalne” jedzenie i proces ten był bardzo naturalny i można powiedzieć samoczynny. Przed odstawieniem bałam się, czy aby na pewno nie będzie głodna, ale zjedzenie 5 posiłków jak najbardziej ją satysfakcjonuje.

Jako, że od samego początku wszystko co do jedzenia brała sama do rączki, Pola długo nie otwierała buzi jak jej chciałam dać coś z ręki.  Zamiast tego sama po sięgała po to swoją rączką, tak jak zawsze przy jedzeniu. Na przykład mleko kokosowe, którego się domagała, bo widziała je przy gotowaniu. Nabrałam trochę na palce, żeby sobie skosztowała, a ona to do paluszków, żeby samej zbadać no i po mleku, rozciapało się. Z czasem nabrała zaufania i teraz już nie boja. Ostatnio jak jej pokazałam zgarnięty śnieg na palcu, to chciała go zlizać 😀 Próbowałam w restauracji dać jej mus z saszetki, ale wypluwała wszystko sobie do rąk i sprawdzała co to jest. Nie ma takiego wprowadzania jedzenia w ciemno! I nie, że nie smakował, bo łyżeczką w domu zjadła.

Jeszcze w pierwszym miesiącu BLW zaczęliśmy używać łyżeczki. Kiedy pojawiało się coś w bardziej płynnej konsystencji, to nabierałam porcję łyżeczką i dawałam Poli do ręki. Z czasem coraz trafniej łyżeczką wędrowała do buzi, nawet z zawartością. Dopiero teraz, po roku, podaję jej miskę, żeby próbowała coś tam sobie sama nabrać; to już trudniejsza sztuka. Łyżeczką zaczęłam ją karmić dopiero po jakimś czasie, 3-4 miesiącach, bo nie chciałam żeby się przyzwyczaiła. Początkowo mi ją wyrywała i chciała nią operować sama, ale z czasem zaczęła otwierać buzię. Karmienie łyżeczką stosuję głównie wtedy kiedy nie chce mi się sprzątać, przyznaję się bez bicia; nie jest to codzienność.

Krztusiła się dobre kilka razy, ale nie dławiła się ani razu. To co było dla niej za duże wypluwała i jadła dalej, niczym nie zrażona.

Pierwsze cztery miesiące radziła sobie bez zębów, bez problemów, może jedynie mięso w kawałku wchodziło gorzej. Ale na to jest rada taka, żeby zmielić.

Smaki się jej zmieniają i to co kilka tygodni temu nie było atrakcyjne dziś jest przysmakiem, i odwrotnie. Póki co nie ma żadnej rzeczy, którą odrzucałaby zawsze, niezależnie od formy i towarzystwa. Kiedy czegoś nie chce jeść uznaję, że po prostu nie ma na to dziś ochoty, trudno, ratujemy się czym się da. Rzadko się zdarza, żeby odrzucała obiad w całości, a jeśli już to ratujemy się tym co pod ręką. Albo zjada więcej na podwieczorek i kolacje. Ma dopiero rok, ale potrafi powiedzieć czy chce jeść czy nie chce. Albo sama oznajmia, że „da,da” albo pytamy czy chce jeszcze czy nie i dowiadujemy się, że „ta” albo „nie”. Przecież ja nie wiem czy ona chce jeszcze, skąd mogę wiedzieć? Mogę się domyślać, że jeśli się już tylko bawi jedzeniem i od dłuższego czasu nic nie wkłada do buzi to jeść już nie chce. Często w moim odczuciu zjada mało na kolację, ale widać jest najedzona z poprzednich posiłków, i wystarcza jej to bo idzie spać i wstaje rano. Przy pierwszej frustracji, że „nic nie zjadła” na kolację natychmiast się zbeształam. Bo ona wie ile ma zjeść, to jej brzuch, jej apetyt i samopoczucie. Moją rolą jest dostarczać jej zdrowe jedzenie w odpowiedniej ilości, nie za mało, nie za dużo, i tyle.

O BLW poczytasz też tu:

BLW – jak zacząć i się nie zniechęcić

5 kwestii, o których musisz pamiętać zanim zdecydujesz się na BLW

Jak przygotować się do BLW praktycznie