Każdy kto nie zechce dawać dziecku słodyczy spotka się, nie raz nie dwa, ze zdziwieniem i opinią, że zabiera mu dzieciństwo. I nie przygotowuje do normalnego życia i potem takie spuszczone ze smyczy dziecko wciągnie wszystko co będzie w zasięgu wzroku, do pierwszych wymiotów. I dopiero będzie! Ale na jedzenie zdrowo nigdy nie jest za wcześnie, a im później tym trudniej o zmiany. Świadome podejście do cukru w diecie jest tylko jednym z elementów zdrowego podejścia do jedzenia i do ciała, którego chciałabym nauczyć moją córkę. Chciałabym, żeby nie musiała się nigdy odzwyczajać od jedzenia tego co nie jest dla niej dobre, ale za to uzależniające. Lepiej jest zapobiegać niż leczyć, łatwiej dziecko nauczyć od początku zdrowego prowadzenia się, niż patrzeć później jak zmaga się z nierównym przeciwnikiem. Czasem całe życie.

Jakiś czas temu oglądaliśmy reality show o zamianie mam, reklama obiecywała konflikt przekonań dietetyczno-kulinarnych. Z jednej strony rodzina która słodycze i jedzenie pośledniego sortu je w dużych ilościach i ciągle, a z drugiej taka, która nigdy nic, ani troszeczkę. Wiadomo, ekstremalne przypadki robią szoł. W trakcie dyskusji o wyższości dzieciństwa ze słodyczami i parówkami nad tym bez słodyczy i z jarmużem padły fatalnie brzmiące słowa. „Zdrowa mama” w odpowiedzi na pytanie czy jej dzieci nie żądają słodyczy w sklepie powiedziała, że nie ma takiego problemu jeśli dzieci od małego są programowane do jedzenia zdrowo. Czy to brzmi dobrze? No średnio. Ale koniec końców do tego się to sprowadza. Uczą, przyzwyczajają, programują, zwał jak zwał. Jedni programują dzieci do codziennej wieczornej słodyczowej fiesty bez umiaru, a drudzy do jedzenia zdrowych produktów. I kto na tym wygra za kilka albo kilkadziesiąt lat?

Zatem jak zaprogramować dziecko? 😉 Jak nauczyć dziecko zdrowego podejścia do jedzenia i ciała? Jak nauczyć tego siebie?

1. Trzeba patrzeć na jedzenie poprzez pryzmat jego konsekwencji dla zdrowia, a nie tylko wyglądu. Jemy zieleninę dlatego, że jest smaczna i ma rozmaite wartości odżywcze, których nasz organizm potrzebuje. Nie jemy chrupek mających na pierwszym miejscu w składzie olej palmowy, bo to nie dobre dla naszej wątroby i serca. A wagi dodatkowo. Myślę, że nawet z małymi dziećmi warto rozmawiać o tym co jest zdrowe i dlaczego, niekoniecznie w trakcie jedzenia, tylko na przykład przy czytaniu książek, robieniu zakupów czy gotowaniu.

2. Tak samo z aktywnością fizyczną. Ćwiczenia potrzebne są żeby mieć wytrzymałość, siłę, żeby zachować sprawność i nie skrzywdzić się przy byle ruchu. Żeby się nie zastać i nie dostawać zadyszki idąc parę minut pod górkę. Nie tylko po to, żeby wyglądać. Taka powinna być odpowiedź na pytanie po co się ruszać i męczyć.

3. Mieszanie jedzenia z uczuciami może przynieść fatalne skutki, niech słodycze nie będą sposobem na okazywanie miłości, troski i zainteresowania. Jedzenie nie powinno być sposobem rozwiązywania problemów, ratunkiem dla smutku, substytutem uczuć bo to może zaprowadzić do mniej lub bardziej poważnych zaburzeń związanych z odżywianiem. Nie można traktować jedzenia jako pocieszenia albo nagrody. Kiedy słodycze stają się nagrodą, to automatycznie cała reszta jedzenia spada na dno rankingu, a taki słodycz widać jest wartościowy, skoro dają go w nagrodę. „(…) używanie posiłku jako kary lub nagrody powoduje dodatkowy problem żywieniowy. Ponieważ botwina nigdy nie będzie nagrodą, a czekolada karą, tylko odwrotnie, coraz bardziej idealizujemy dokładnie te produkty, których dziecko nie powinno nadużywać. Jeśli się zastanowić, jeszcze bardziej absurdalna jest scenka pt.: „Jeśli nie dokończysz groszku, nie dostaniesz ciastka”. Kiedy słyszę zdanie tego typu, zawsze muszę z wysiłkiem powstrzymywać się od śmiechu. Jeśli dziecko nie jest już głodne, to jak chcesz sprawić, żeby oprócz groszku zjadło jeszcze ciastko? Logiczne byłoby coś wręcz przeciwnego: „Skoro zjadłeś dzisiaj dużo groszku, lepiej nie jedz deseru” albo „Zostaw już ten groszek, pamiętaj, że mamy deser”. Eksperymenty wykazują, że jeśli dzieci mają dany produkt żywnościowy pod ręką, ale nie wolno im go jeść, coraz bardziej im smakuje.” *

4. Zadaniem naszego ciała nie jest „dobrze wyglądać”. Ma nam służyć do życia, do noszenia nas po świecie, do przyjemności, do rodzenia dzieci, do mnóstwa różnych rzeczy. Ale żeby służyło nam jak najdłużej w dobrej kondycji, to musimy o nie dbać. Zasilając je tym co dobre, nie zaniedbując i nie karmiąc byle czym. Jesteś tym co jesz, hasło tak wyświechtane jak i prawdziwe.

5. Najlepiej samemu świecić przykładem, jak we wszystkim. I nie tylko przykładem zdrowego prowadzenia się, ale też samoakceptacji. Bez wystawania przed lustrem ze skwaszoną miną, pojękiwania, że tu za dużo, tu za mało, rzucania mimochodem, że pupa nie taka, cycki nie takie. Jest jak jest, nad pewnymi rzeczami można pracować, jeśli ma się potrzebę oczywiście, a z resztą trzeba się pogodzić. Ale bez oszustwa, ja nie mam pięknych nóg, według żadnych standardów no i co zrobisz, mieć nie będę, nie pójdę połamać piszczeli i wydłużać ich na kole. Nie jest mi przykro z tego powodu, już się z nimi pogodziłam dawno temu ale to nie znaczy, że będę udawać, że jest inaczej niż jest i że mogę ubrać się od pasa w dół jak Anja Rubik albo inna gazela.

6. Warto zmienić sposób myślenia – nie dlatego czegoś nie jem, że ma za dużo kalorii i boję się przytyć, tylko dlatego, że widzę w składzie tłuszcze utwardzone i wiem co to znaczy, dziękuję, nie chcę. Czy zawsze i wszędzie? No jak się jest człowiekiem z żelaza to tak, ale ja jestem czasem miętki siusiak i co zrobisz, zjadam, ale ze świadomością, że nie jest to dobrze. Na co dzień, jeśli stoję głodna w sklepie i wołają do mnie słodkości, to biorę je do ręki, czytam skład i już nie mam ochoty, odkładam. Nie tylko słodycze zresztą. Czasami człowiek musi, inaczej się udusi, więc jak masz ochotę zjeść loda, choćby i trzy razy w tygodniu to zjedz. Ty umiesz zachować umiar, dziecko nie, a cukier jest jak narkotyk. Kiedy my jemy lody albo ciastko z cukierni, to Pola ma swój deser, a nasz z cukrem jest nie dla dzieci, tak jak i kawa z kofeiną i piwo z alkoholem – wszystko to używki dla dorosłych, tak to sobie tłumaczę.

7. Język jakim mówimy o jedzeniu, wadze, kształtach i innych ludziach. I zastanowienie się czasem po co coś mówimy i czy naprawdę nie lepiej będzie ugryźć się w język. Cudze ciało, cudze zdrowie, cudza sprawa. Ludzie są różni i mają różne ciała. Duże i małe, wysokie i niskie, chude i… no właśnie, grube? W książeczkach dla najmłodszych dzieci to jest często występujące określenie – „gruby kot najadł się szprot, a chudy kotek nie lubi szprotek.” I po prostu sobie są, gruby kotek obok chudego, gruba ośmiornica obok chudej, żadnego oceniania. Niby słowo jak inne, ale jednak jest jakiś wewnętrzny opór, przynajmniej we mnie. Że brzmi to jak ocena, a nie stwierdzenie faktu. Że jednak nie jest to cecha jak inne, i że powiedzieć tak to jakoś tak nietaktownie, ubliżająco może nawet. Z drugiej strony – unikanie słowa gruby wskazuje na to, że coś jest z nim nie tak, skoro trzeba się zastanawiać czy wypada czy nie wypada. Czy mówić przy sobie albo puszysta jest lepiej? Trudno powiedzieć, ja nie wiem co z tym fantem zrobić.

Czy to jest cała prawda? Czy byłoby inaczej gdyby objadanie się czym dusza zapragnie i potem zawiązywanie sadełka na kanapie nijak nie wpływały na zdrowie teraźniejsze i przyszłe? Gdyby zmieniał się tylko nasz wygląd? To już każdy musi sam sobie szczerze odpowiedzieć, na ile kwestie estetyczno-wizualne mają znaczenie.

I niby to wszystko to jest tylko nasza sprawa ale kiedy mówię, że jemy to i to bo jest zdrowe i dobre, a tego i tego nie bo jest niezdrowe to trochę mimowolnie naruszamy zasadę „niech sobie inni robią co chcą”. Bo skoro ci inni oni jedzą te rzeczy, które nazywamy śmieciowym jedzeniem, to znaczy, że nie jedzą zdrowo czyli robią źle, tak? Kiedy chodzimy koło półek ze słodkimi serkami to zgodnie z prawdą mówię Poli już teraz, że to nie są rzeczy, które kupujemy i jemy, bo mają w składzie bardzo dużo cukru i lepiej ich nie jeść. I może i słyszy mnie mama właśnie sięgająca po te serki i jej dziecko, ale co mam zrobić, nie mówić prawdy, która zresztą jak byk jest napisana na opakowaniu? Trudno. Ja mam swoją misję. A ona niech wytłumaczy swojemu malcowi dlaczego jej racja jest bardziej.

Zajrzyj też tu:

Dziecko to nie śmietnik

* Gonzalez Carlos, Moje dziecko nie chce jeść, wyd. Mamania, Warszawa 2015