Pierwszy raz hiszpańską tortillę jadłam kiedy przyjechaliśmy do Tarragony w ramach wymiany studenckiej. Po bardzo długiej podróży, autem, samolotem, autobusem, pociągiem, taksówką i trochę błądząc nogami w końcu udało nam się mniej więcej dotrzeć do celu. Z tym, że jeszcze nie byliśmy na sto procent pewni czy dobrze trafiliśmy, godzina była 23 a hiszpańscy właściciele mieszkania, które mieliśmy wynająć nie odbierali telefonu. W obliczu tych wszystkich emocji o jedzeniu pewnie za bardzo nie myśleliśmy. Na szczęście czekaliśmy pod dobrym adresem a gospodarze w końcu się pojawili. Z jakąś półgodzinną obsuwą ale i z tortillą domowej roboty. Ciężko powiedzieć ile w tym głodu, zmęczenia i stresu ale o panie, jakie to było przepyszne, już nigdy później żadna nie smakowała tak jak ta pierwsza.

Moja pierwsza próba odtworzenia tych smaków to było totalne fiasko, bo użyłam zupełnie niepodgotowanych ziemniaków, i z zewnątrz już spaleniucha a zimniok twardy. No i oczywiście próbowałam robić ją na patelni, więc próba odwrócenia to już w ogóle katastrofa. Za każdym kolejnym razem szło lepiej, próbowałam różnych przepisów, nigdy więcej nie dodałam nieugotowanych ziemniaków a obracanie powierzałam ludziom z mocniejszymi nadgarstkami ( a nie mam wątłych!). Potem postanowiłam spróbować wersji z piekarnika bo raz, że lżejsza a dwa, że nie ma potrzeby niczego obracać. Ostatecznie przestałam trzymać się jakiegoś konkretnego przepisu, to w końcu tylko jajka z ziemniakami 😉 Jak powinna wyglądać autentyczna tortilla nie wiem. Może sekretem tej pierwszej najlepszej było usmażenie użytych w niej ziemniaczków na fest a nie tak ino, ino jak robię to ja? Czy ziemniaki muszą być w plasterki czy w kostkę? Czy mogą być podgotowane czy nie? Z cebulą czy bez? Czy z serem? I co z wariacjami ze szpinakiem, szynką, pieczarkami i czym tylko? Czy musi być okrągła? Nikt mnie nie rozlicza z tego czy moja ziemniaczano-jajczana zapiekanka jest prawdziwej krwi Hiszpanką. Moje standardy spełnia z ziemniakami w kostkę, ugotowanymi dla pewności, z cebulą i serem i chętnie z różnymi dodatkami.

Poli tortillę zaproponowałam pierwszy raz jakoś w 9 miesiącu. Jako, że jest pieczona i można zrobić ją w zasadzie tylko z jajek, ziemniaków i warzyw to nadawała się idealnie. No i ma dość zwartą konsystencję, więc jest w miarę wygodna w obsłudze; oczywiście teraz radzi sobie z nią o niebo lepiej i już nie bardzo jest co zbierać z podłogi. Do środka można załadować paprykę, szpinak, groszek i inne warzywa, które są początkowo trudne w obsłudze albo ciężkie do zjedzenia bez zębów. Odlewam porcję Poli do małej foremki i doprawiam resztę masy według naszych potrzeb, tak że nie ma dodatkowej roboty.

SKŁADNIKI

  • 3 średnie ziemniaki (około 350 gramów) – pokrojone w kostkę i ugotowane
  • mała cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 5 jajek L
  • 2 kopiaste łyżki jogurtu naturalnego
  • starty ser (opcjonalnie)
  • garść świeżego szpinaku (opcjonalnie)
  • 1/3 czerwonej papryki (opcjonalnie)

Na oliwie podsmażamy drobno posiekaną cebulę i przeciśnięty przez praskę czosnek. Dodajemy posiekaną drobno paprykę i szpinak, podduszamy. Dorzucamy ugotowane wcześniej ziemniaki i podsmażamy. W misce roztrzepujemy jajka, mieszamy z jogurtem i startym serem. Do miski wrzucamy zawartość patelni i doprawiamy solą i pieprzem. Przekładamy do wysmarowanej tłuszczem formy, około 20×20 cm. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 35 minut. Można jeść na ciepło i na zimno.

Ziemniaki można pokroić też w plasterki i można nie podgotowywać tylko usmażyć, ale wiadomo co zdrowsze. Jak nie miałam jogurtu to w zamian dodawałam 3 łyżki mleka. Ser może być ale nie musi, ja użyłam grana padano, bo taki akurat miałam, najlepiej jakiś charakterny bo dodaje smaku. Jak ktoś ma odwagę i zdolności, to może sobie tortillę usmażyć, a najlepiej to kupić sobie dwustronną patelnię i po problemie 😉