Wbrew zapewnieniom wielu ludzi naokoło ciągle jeszcze nie przekonałam się do tego, że macierzyństwo jest ciężkie, straszne i że mam przesrane. No ale wiadomo, staż mam półtoraroczny, więc jeszcze zobaczę. Chociaż widzieć miałam już od początku, więc coś się te wróżby niedokładnie sprawdzają. Od początku rozglądam się w poszukiwaniu tych trudności, które sprawiłyby, że zacznę twierdzić, że mieć dzieci to łohoho straszna sprawa. Takich druzgocących, żeby posiadanie dzieci odradzać jeszcze nie odkryłam. Ale udało mi się zdefiniować trzy powody dla których macierzyństwo bywa wymagające, w końcu! Wiem, że innym może to wcale nie przeszkadzać. Wiem, że z czasem i u mnie te powody mogą zamienić się w jakieś inne bolączki, bo dziecko urośnie i wszystko będzie inaczej. Teraz, kiedy mam w domu małego „poniemowlaka” trudności są takie:

1 Niemożność robienia rzeczy wyłącznie na swoich zasadach i według swojego czasu. Wykonanie jakiejś czynności bez przerwania jej choć raz, choć na chwilę nie jest bardzo częste. A mam dziecko, które potrafi się trochę zająć samo sobą. W związku z tym wszystko trwa dłużej i wymaga od nas więcej energii. Trzeba posiąść zdolność do „bycia przerywanym” i wracania do tego co się robi po wielokroć. A to nie jest ani łatwy ani efektywny sposób załatwiania spraw, i może to być dość frustrujące. Bo zamiast już mieć zrobione to dalej mamy rozgrzebane. I nawet jeśli twardo kontynuujemy swoje, to i tak nie zmienia to tego, że działamy w trybie przerywanym. Owszem, robię i zrobię, ale muszę przerwać, żeby odpowiedzieć, wytłumaczyć i powtórzyć kolejny raz. Ignorowania jako strategii nie wybieram, ale ono też nie sprawia, że przerywanie znika, chyba, że ktoś potrafi zamknąć uszy od wewnątrz i nie reagować na tryciania i ciągnięcia. Ja nie potrafię i nie chcę. Powrót do pełnego skupienia po oderwaniu się zajmuje podobno 20 minut. Z tego wynikałoby, że większość rzeczy robię w skupieniu bardzo niepełnym, co pewnie odbija się na ich jakości. Jak na przykład pisanie tego tekstu 😉

2 Chwile kiedy nie wiesz co zrobić – wiesz tylko czego na pewno nie robić. Kiedy nie wiesz co powiedzieć -wiesz tylko czego na pewno nie mówić. Kiedy nie wiesz co pomoże – wiesz tylko co na pewno zaszkodzi. Mówię Poli, że miejsce piasku jest w piaskownicy, w wiaderkach i foremkach. Nie na zewnątrz piaskownicy, nie w powietrzu i nie na głowach wszystkich zebranych. Że może sypać tu, tu i tu. Raz podziałało, drugi raz poszłyśmy z piaskownicy bo piach lądował na dzieciach obok a trzeciego razu jeszcze nie było. Czy fajnie by było, żeby to trafiało do dzieci za pierwszym razem? Czy fajnie by było gdyby lepiej ogarniały swoje zamaszyste i nieskoordynowane ruchy? Fajnie by było. Ale machanie łopatką jakby jutra nie było jest bardzo przyjemne. Więc jeśli nie działa to co robisz, to co zrobić dalej?

Ja nie oczkuję, że piasek się nie będzie sypał tu i tam kiedy jesteśmy w piaskownicy. Oczywiście, że małe dzieci rzucają piaskiem do góry nie patrząc gdzie poleci, wiosłują rękami, machają zbyt intensywnie łopatką. I jeśli pomimo interwencji inne dzieci i tak ciepią nim na oślep to ja sobie nic nie myślę. Nie wiem co mają zrobić i powiedzieć, po prostu. Weźże zróbże coś! Ale co? Mów mu, że ma nie rzucać, mów, pogadaj sobie. Czasem myślę sobie co można by powiedzieć, ale jakoś nie czuję się na miejscu jeśli nie jesteśmy w polu rażenia; raz pomogło kiedy powiedziałam dziewczynce, jak z mądrej książki, językiem osobistym, że nie chcę mieć piasku w butach i żeby nim nie sypała obok nas, bo nam to przeszkadza. Przestała i zaczęła robić fale z piasku, a my z Polą je podziwiałyśmy i nie było dramatu. Oczywiście, że mogło się nie udać, ale chyba warto spróbować, nie? Mam wrażenie, że ludzie uważają, że oczekuje się od nich NATYCHMIASTOWEGO ukrócenia „złego” zachowania dziecka. I pewnie tak jest, że oczekiwanie względem rodziców są takie, że zdziałają cuda i zmuszą swoje dzieci do zrobienia czegoś albo właśnie nie robienia. A jak się nie uda, to porażka na pełnej linii. Dopóki to zachowanie dziecka nie robi krzywdy i „na paskudę” drugiej osobie, może lepiej się zastanowić co powiedzieć i zrobić, może czasem zignorować, bo zaraz minie i nigdy więcej nie wróci, więc po co rozpętywać piekło? Jeśli nie chcesz z automatu mówić: nie rób, nieładnie, nie wolno, nie płacz, nie bądź niegrzeczny, to możesz zostać z pustką w głowie. Usiłuję sobie przypomnieć co radziłyby mądre książki, ale czasem to co sobie przypomnę nie działa i pozostaje chwilowa bezradność. Bo nie wiem co zrobić. Wiem tylko czego na pewno nie robić.

3 A to akurat jest trudność od samego początku i pewnie do samego końca. Świadomość tego, że nie zawsze uda się mi ją ochronić, że na tak wiele nie mam żadnego wpływu. Świadomość tego, że nie wiesz co ją spotka, chociaż chcesz dla niej tylko szczęścia i tego co najlepsze. Nadzieja, że poradzi sobie ze światem i znajdzie w nim swoje miejsce. Za miłością idzie martwienie się, zwłaszcza kiedy ktoś jest tak bardzo „nasz” i do tego nieopierzony. Czy sobie poradzi? Czy będzie wystarczająco asertywna i dobra dla ludzi jednocześnie? Czy będzie umiała walczyć o swoje? Czy dobrze ją przygotujemy do życia? Im bardziej będziemy się rozstawać tym będzie trudniej, tym większy urośnie ten punkt i pewnie zajmie pierwsze miejsce na liście bolączek matki. A rzeczy, które wydarzają się niezależnie od nas jest tyle, że jedynym sposobem żeby nie zwariować jest o tym nie myśleć. I żyć nadzieją, że nigdy nas nie spotka coś co mogłoby trafić do Ekspresu Reporterów.

Robię więc czasem rzeczy średnio skutecznie, średnio efektywnie, ale robię. Przerywam dziesięć razy no i trudno. Czasem nie wiem co jej powiedzieć, że czemu ma tych butów nie kłaść na stół, skoro ja jej butki kładłam? Mam jej tłumaczyć, że teraz jest lato i są czyste i suche, a przede wszystkim mnie jest niewygodnie się schylać po nie do podłogi kiedy ją ubieram więc wyjątkowo kładę je na stole i że ja mogę ale ona nie? Eheee. Gimnastyka umysłowa i emocjonalna jest na porządku dziennym jeśli chce się dobrze wychowywać dzieci, ale to nie jest jakieś niemożliwe do wykonania wyzwanie,  nie trwa 24 godziny na dobę. Czasem po prostu zdarzają się trudniejsze chwile, które wymagają od nas więcej. A przez resztę czasu jest po prostu fajnie. Fajnie jest.