Trafiłam jakiś czas temu na artykuł o tym, że macierzyństwo nie jest ciężkie i żebyśmy przestali udawać, że jest. W skrócie: macierzyństwo może być nudne, może czasem męczyć etc ale ciężki i trudny to jest los uchodźców i ludzi chorych na raka a nie posiadanie dzieci. I ja się zasadniczo zgadzam. Ale całe mnóstwo ludzi twierdzi inaczej. I z komentarzy można dowiedzieć, się że autorka gówno wie, w szafie siedzi, siano je.

Ja rozumiem, że macierzyństwo może być dla niektórych czasami nudne. Że z dziećmi nic nie jest łatwiej – rzeczy zajmują więcej czasu, wymagają więcej naszej energii. No nie jest prościej wyjść z domu z dwójką dzieci, niż samemu, no nie jest. Rozumiem, że okresowo można być zmęczonym, bo się za dużo nagromadziło i ma się ochotę od dziecka odpocząć. Ale macierzyństwo nie jest losem ciężkim i strasznym. I kiedy czytam te wszystkie komentarze zbulwersowanych osób to próbuję zobaczyć co sprawia, że twierdzą, że jednak jest.

Jedna pani musi pracować sześć dni w tygodniu po 10 godzin, na zmiany z mężem i wraca do domu o drugiej w nocy. I ma mało czasu dla dziecka, ale jeszcze mniej czasu spędza z chłopem. Ale czy trudnością i problemem jest macierzyństwo samo w sobie? Czy może to, że economy is a bitch a kapitalizm nie dla wszystkich jest łaskawy i nie każdy umie się dobrze ustawić?

Druga pani ma taki problem, że jej jest ciężko, bo ma sześciomiesięczne dziecko, a chłop ją zostawił i nie płaci alimentów. Czy trudnością i problemem jest to że ma dziecko? Czy może to, że ojciec dziecka okazał się złamanym kutasem, któremu nie dość, że się nie chce nim zajmować to jeszcze i płacić za własne dziecko mu nie pasuje? Samotne macierzyństwo jest trudne dlatego, że jest samotne, na jedną osobę spada wszystko, nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie twierdził, że jest inaczej. Ale to nie pojawienie się dziecka generuje problemy, tylko zniknięcie jego ojca.

A inna pani z kolei jest zniesmaczona, bo autorka neguje istnienie depresji poporodowej. Przy czym ona jej wcale nie neguje. Jeśli masz depresję poporodową, to jesteś chora i ma prawo być ci ciężko i trudno. Oczywiście taka depresja jest następstwem urodzenia dziecka, ale dziecko nie równa się depresja poporodowa, więc to nie jest powód żeby twierdzić, że macierzyństwo jest ciężkie i kropka. Trudnością i problemem jest choroba wywołana porodem, a nie sam fakt posiadania dziecka.

Jest też matka trójki dzieci, w wieku lat od 4 do 14, która studiuje pielęgniarstwo i czasem mdleje w łóżku ze zmęczenia. Trójka dzieci to nie jest mało dzieci, a po pierwszym wiesz już ile dziecko kosztuje pieniędzy, czasu i energii, więc trzeba liczyć siły na zamiary. Fajnie, że studiuje i chce poprawić sobie tym komfort życia, ale oczywiście, że za to płaci się cenę.

Tak, kiedy dziecko jest poważnie albo przewlekle chore macierzyństwo staje się ciężkie i trudne. Ale nie dlatego, że jest dziecko, tylko dlatego, że jest choroba.

Jest i bardzo zbulwersowana pani, która problemów ma bez liku. Bo jest samotną matką. Bo jej dziecko ma adhd i autyzm. Bo zaszła w ciążę w wieku 17 lat. Bo zaszła w ciążę padając ofiara przemocy domowej. Bo żyje w ciągłym strachu, że ją odnajdą i będzie musiała walczyć o prawo do opieki nad synem. Bo żyje w chronicznym bólu i ciężko się jej poruszać. Bo zażywa maksymalną dawkę antydepresantów jaką jej wolno. Bo musi zmienić terapeutę, bo obecny jednak nie radzi sobie z takimi długodystansowymi problemami. Więc jakim prawem autorka twierdzi, że macierzyństwo nie jest ciężkie? Ano takim, że źródłem problemów tej pani są: przemoc, przestępstwo, ciąża w młodym wieku, brak wsparcia ojca dziecka, choroba, choroba i choroba. Jak to wszystko wynika domyślnie z macierzyństwa to nie wiem. A ten terapeuta, który jej nie chce więcej pomagać to już ewidentnie krzyż macierzyństwa, każdego spotka. Pani ma w życiu przesrane, bez dwóch zdań. Ale ten cały wachlarz trudności, które sprawiają że jej życie faktycznie JEST ciężkie nie jest wgrany w każde macierzyństwo jako standard.

Macierzyństwo jest ciężkie, bo trzeba sprzątać, gotować, zmywać, prać, prasować, składać, odkurzać itede itepe. Aha, no i zajmować się jeszcze tymi dziećmi. No trzeba, każdy bez służby musi to robić sam. Musieliśmy przed dzieckiem, musimy i po, nie jest to zaskoczeniem. Że dziećmi trzeba się zajmować chyba też nie? I to, że pracy będzie z nimi więcej niż mniej? Nie wiem, może wiedzą tajemną jest to, że wszystko zajmuje czas. Ciężko jest nie mieć czasu na życie, ciężko jest radzić sobie z obowiązkami, kiedy nie umie się zarządzać czasem. Deficyt czasu to jedna z większych bolączek dzisiejszych czasów, matek nie oszczędza. To jest trudność, że macierzyństwo wymaga czasu, a jest jeszcze szereg rzeczy, które również go wymagają i których nie można olać. To nie jest tak, że macierzyństwo jest ciężkie, bo nie ma się na nic innego czasu. Ciężkie jest to, że nie możemy żyć tak, żeby móc dawać macierzyństwu tyle czasu i energii ile byśmy chciały.

Przedzierając się przez dziesiątki komentarzy trafiłam na jeden trafny. Macierzyństwo jest trudne i ciężkie bo kształtujesz nowego, osobnego człowieka, który kiedyś pójdzie w świat i do innych ludzi. Trudna i ciężka jest świadomość tego jak ważna jest twoja rola. Tego jaka to jest odpowiedzialność. I to jest coś co faktycznie jest z macierzyństwem nierozerwalnie związane i z niego wypływa. Ten ciężar i trud przyjmuję.