Jeszcze chyba nie było takiego wegetariańskiego „mielonego”, który by mi nie smakował. Z Polą niestety tak dobrze nie jest, jedne jej podchodzą a inne całkiem nie. No i wyroki się zmieniają. Brokułowe klopsiki, o których dziś mowa kiedyś były pałaszowane z chęcią, a te zrobione w tym tygodniu zostały, mówiąc delikatnie, wzgardzone. Dobrze, że zostawiłam kilka brokułów luzem, przeczuwając, że klopsy mogą nie siąść. No i że był makaron, bo to jedno jest pewne zawsze. Nam za to siadły elegancko, jak zawsze. Warzywne klopsiki, kotleciki i burgery mogłabym jeść co drugi dzień. W bule jak hambuksa, z makaronem, z pieczonymi frytami, zamiast schabowego do ziemniaków. A resztki na kolację, jeśli dotrwają.

Klopsiki w oryginalnym przepisie smaży się na patelni, i tak też zrobiłam tym razem. Wcześniej jednak z powodzeniem piekłam je w piekarniku, wychodziły nie tak ładnie zarumienione, nie mniej jednak i tak bardzo dobre. W składzie same zdrowe pyszności a wykonanie ich jest i proste i w miarę szybkie. Do klopsików serwujemy makaron z sosem pomidorowym i niebo w gębie!

SKŁADNIKI

  • mały brokuł
  • szklanka czerwonej soczewicy
  • szklanka płatków owsianych
  • 2 łyżki ziaren słonecznika
  • 2 łyżki tartego sera o wyrazistym smaku
  • 2 ząbki czosnku
  • łyżeczka kolendry
  • pół łyżeczki cząbru
  • pół łyżeczki oregano

Gotujemy brokuła, gotujemy soczewicę. Wrzucamy do miski z wszystkimi pozostałymi składnikami poza płatkami owsianymi i miksujemy. Dodajemy płatki i odstawiamy masę na 20 minut, aż płatki wchłoną wilgoć. Z masy formujemy małe klopsiki i smażymy na niewielkiej ilości oleju z tylu stron, na ile uda nam się obrócić; to w końcu kuleczki… Podajemy z makaronem i sosem pomidorowym, albo w innej najulubieńszej konfiguracji.

Oryginalny przepis TU