Widzę, że mnóstwo osób ma problem nową wersją piosenki o przedszkolaczku, która kilka dni temu pojawiła się na fejsbukowym profilu o wychowaniu dzieci >TU<. Bo zakłamuje rzeczywistość, bo po co to zmieniać, skoro zawsze tak było. Po co cudować.

Nie wiem jak bardzo oryginał odzwierciedla rzeczywistość. Zdaje mnie się, że póki co, z przedszkoli nie wyrzuca się płaczących dzieci i jednak jest tam dla nich miejsce. I trend jest raczej taki, że nie zmierzamy w tym kierunku żeby nie było. To się chyba nazywa rozwój, czy coś. Wiecie, te różne odkrycia, że dzieci jednak mają głos, że mają emocje i że trzeba je nauczyć sobie z nimi radzić, bo surprise surprise, nie rodzą się z tą umiejętnością.

Oczywiście, że towarzystwo osób które bez przerwy płaczą i marudzą nie jest przyjemne. Ani dla dzieci ani dla dorosłych, więc prędzej czy później życie samo pokaże, że nie ma chętnych do przebywania z taką osobą, bo jest to po prostu męczące, psychicznie i fizycznie. I zadaniem rodzica jest pomóc dziecku to ogarnąć, nauczyć się radzić ze sobą, a to wymaga czasu.

Oczywiście, że nie zawsze można wszystko na co ma się ochotę. Ale płakać chyba jednak tak. Oczywiście, że dziecko spotka w życiu mnóstwo trudnych sytuacji i okropnych ludzi. Ale akurat personel przedszkola chyba powinien szanować wszystkie dzieci i dbać o ich dobrostan, bo od tego oni są! Od tego są oni! Oczywiście, że dziecko nie jest pępkiem świata, ale nie ma nic zdrożnego w uważaniu, że jest się ważnym. Tak samo jak i inni.

No i przede wszystkim, chyba jeszcze nikt na tym łez padole nie przestał płakać, bo tak mu kazała piosenka. Zwłaszcza maluch, który dopiero co oderwał się od mamy i zaczął przygodę z przedszkolem. Prędzej poczuje się zawstydzony i nie na miejscu, czyli zyska kolejne powody do martwienia się. A to wszystko dla niego nie jest małym problemem, tylko ogromnym. Ja mam 33 lata i czasem „grymaszę” i czasem płaczę i nie widzę w tym nic złego. I nie wiem, na prawdę nie wiem, dlaczego mielibyśmy tego odmawiać dzieciom i wmawiać im, że to coś złego i wstydliwego.

Nie twierdzę, że dziecko nabawi się traumy na całe życie z powodu przedszkolnej piosenki i będzie mieć szramy na psychice po wsze czasy. Ale jak się ten tekst przeczyta ze zrozumieniem to widać, że nie jest on udany, ma negatywny przekaz i bronienie go nie ma sensu. Tak jak nie ma sensu porównywanie go do baśni i bajek i stawianie ich razem w szeregu, jako rzeczy do odstrzału. Bo tam mamy świat przedstawiony a tutaj rzeczywistość w której piosenka i śpiewające ją pozostałe dzieci robią z tych co wrażliwszych życiowe niedojdy. Dzik JEST dziki, Królowa Śniegu jest zła bo taką ją wymyślił autor a w płakaniu nie ma NIC złego, głupiego ani nie jest powodem do wstydu.

Wierzę, że język kształtuje rzeczywistość i ma wielką moc, a dziecko chłonie wszystko jak gąbka. Z piosenki nauka płynie taka, że nazywanie kogoś płaczącego beksą i mazgajem jest w porządku. A są to słowa pejoratywne, zatem w porządku jest wyśmiewanie, wartościowanie i obrażanie cudzego zachowania i uczuć. Może ktoś sobie życzy takiego świata dla swoich dzieci. Ja nie.

W komentarzach u Oli Żabickiej, inicjatorki tej zmiany, znalazłam dużo lepszą nową wersję: Bea Skiba „Jestem sobie przedszkolaczek. Gdy mi smutno czasem płaczę. To pomaga. Mówię Wam. Ważne-nie zabraniać nam.” Czyż nie lepiej?