Staram się jak mogę mówić do Poli tylko rzeczy, które potrafię jej wyjaśnić i uzasadnić. Tak, żebym sama wierzyła w to co mówię i żeby nie robić z logiki ladacznicy. I mam wielkie trudności kiedy przychodzi do dzielenia się. Nie umiem wysyłać do niej komunikatu, że musi się dzielić i że dzielić się trzeba i koniec. No nie zgadza mi się to, jakoś tego nie widzę.Czy musimy się dzielić wszystkim, zawsze i z każdym? Owszem, dzielenie się może być fajne, ale wcale nie musi. Czasem warto się dzielić, ale przecież nie zawsze. No i oczywiście są miejsca, w których dzielić się trzeba, choćby się nie chciało, bo wszystko jest własnością wspólną. Rozumiem, że żeby życie w instytucji opiekuńczo-wychowawczej mogło się toczyć normalnie to dzieci nie mogą co chwilę napadać na siebie nawzajem i wyrywać sobie rzeczy. I wiem, że nie sposób nauczyć tego w tydzień kiedy już dziecko do przedszkola czy żłobka trafi. Wypadałoby, żeby jakieś zasady współżycia miało przyswojone wcześniej. Ale trochę brakuje pola treningowego. Bo jednak wspólna własność w przedszkolu to co innego niż osobista zabawka przyniesiona na plac zabaw. I jak tu pomoc dwulatkowi ogarnąć takie niuanse?

Ja nie oczekuje, że ktokolwiek na placu zabaw odda Poli swoje zabawki tylko dlatego, że ona ma na to ochotę. Spoko, jeżeli chce się pobawić razem z nią, jeżeli się chce wymienić, jeżeli robi co innego i mu to nie przeszkadza no to fajnie. Mniej spoko jest kogoś do dzielenia się zmuszać jeśli on ewidentnie nie ma na to ochoty. To go raczej nie przekona, że fajnie czasem się podzielić. Tylko, że czyjaś przyjemność jest ważniejsza od tego co on myśli i czuje.  Zachęcać, przekonywać, tłumaczyć, jak najbardziej. Ale że musi i że trzeba? Ktoś powie, że to dzieci, to tylko zabawki, tylko na chwilę. Ale dla nich to są bardzo ważne rzeczy, a do tego nie wiedzą ile to jest chwila więc mogą czuć się jak dorosły któremu ktoś zabiera samochód i nie wiadomo kiedy odda, jeśli w ogóle. Ja im z resztą w głowach nie siedzę, może nie rozstawanie się z szyszką, którą znalazły pół godziny temu jest dla nich mega ważne i zmuszanie do dzielenia się nią przyniesie więcej szkody niż pożytku? Może po południu chętnie podzieli się zabawkami w piasku, ale w tej chwili szyszka jest nietykalna i koniec.

Oprócz nauki o dzieleniu się jest też jeszcze przecież do przyswojenia co nieco o własności, rzeczach prywatnych i asertywności. You are the boss of you, a nie Wojtuś który ma chrapkę na twojego dinozaura. No ma i może mu się uda, bo będziesz się chciał podzielić a może akurat nie. Wydaje mi się, że masz prawo mu powiedzieć, że niestety, ale nie chcesz mu dać swojej rzeczy i już. Życie! Nie wyciągamy ludziom z toreb rzeczy, które się nam podobają, nie zabieramy sobie rzeczy w sklepie bez płacenia nie czujemy powinności, żeby komuś dać swój płaszcz na pół godziny bo jemu się tak podoba. Tego wszystkiego dzieci uczą się przez obserwację, nawet jeśli ślemy im werbalne komunikaty i konieczności „się dzielenia”. Są rzeczy, których nie dajemy dziecku bo są dla niego niebezpieczne, bo się uszkodzi albo mu zaszkodzi. Ale są też takie, których mu nie dajemy dlatego, że boimy się, że je popsuje albo zbruka bez litości. Dlatego nie daję córce swoich okularów. Dlatego mówię jej, że okulary są moje i nie chcę, żeby je brała. I mój pędzel do makijażu jest mój, bo nie chcę żeby zebrał wszystkie psie włosy z podłogi i kurz z zakamarów, więc jej go nie dam i nie pożyczę. I tak pierwsze lekcja o własności jest już dawno za nami. I wynika z niej, że ludzie mają swoje prywatne rzeczy, których wcale nie muszą dawać nikomu innemu. A skoro tak, to dlaczego ona musi?

Wiesz że w bibliotece wszystkie książki są wspólne i możesz sobie wziąć z półki którą chcesz. Ale wiesz też, że jeżeli ktoś już jakąś trzyma w ręce, to mu jej nie możesz wyrwać, bo on pierwszy położył na niej łapę i jej „wspólność” jest zawieszona do odwołania. Może to właśnie niemożność wyznaczenia tego momentu odwołania w przypadku dzieci sprawia mi problem? Ile to jest pobawić się trochę? Za chwilę ci odda, czyli kiedy? Kiedy bawisz się już czymś za długo i powinieneś to oddać, 5 czy 15 minut? Tak serio się zastanawiam.

„Jeżeli ojciec u ciebie w domu mówi: „Oddaj Agnieszce misia, bo ona jest tu gościem”, a u niej w domu mówi: „Oddaj Agnieszce misia, bo ona jest tu gospodynią” – to potem masz kłopoty…”* Zwłaszcza jeśli trafia się na ludzi, którzy uważają, że Agnieszka jest pępkiem świata, wszystko się jej należy i nawet przez grzeczność nie zaprzeczą ani za pierwszym ani za drugim razem. Nosowska wieszczy waciany kręgosłup moralny od tych sprzecznych komunikatów i zerową pewność siebie w dorosłym życiu. Ja w aż taką tragedię nie idę, ale zastanawiam się nad rozsądnym i spójnym przekazem jak to z tym dzieleniem w końcu jest.

Każdy ma swoje osobiste, prywatne rzeczy i może z nimi robić co chce. Może nam ich użyczyć, ale może też nie mieć na to ochoty, i jakoś musimy sobie z tym poradzić. I tak samo my, możemy pożyczać swoje rzeczy, ale nie musimy. Dzielenie się swoimi rzeczami może być fajne i czasem warto się podzielić. Bo można się wtedy pobawić razem i mieć większy fun. Bo czasem po prostu miło jest zrobić komuś przyjemność. Bo jeśli ty się z kimś podzielisz to prawdopodobnie i on podzieli się z tobą. Bo jeżeli z czegoś nie korzystamy to nic nie stracimy pożyczając to komuś na chwilę.

Urządzenia na placu zabaw są wspólne, tak jak książki w bibliotece i tak jak wspólne będą zabawki w przedszkolu. Są dla wszystkich dzieci i nimi faktycznie należy się dzielić, bo takie są zasady życia w grupie i koniec. Póki co dzielenie możemy trenować w dwóch pierwszych miejscach, ale pech chce, że w bibliotece jeszcze nigdy nie spotkałyśmy innego dziecka.

Dumam nad tym jak to zrobić, żeby dziecko nie było ani psem ogrodnika ani ofiarą losu, której wszystko wyrywają z rąk bo „trzeba się dzielić”. Wiecie, żeby nie było świnią, ale też i nie dało się dymać. Ja nie mam złotej rady, ja się tylko zastanawiam. Bo lubię.

 

Jeśli spodobał się Wam ten wpis, kliknijcie „Lubię to” albo zostawcie komentarz. Dzięki! 🙂

 

*Nosowska Katarzyna, A ja żem jej powiedziała

Zdjęcie: Jelleke Vanooteghem on Unsplash