Minął już ponad rok od kiedy zaczęliśmy rozszerzać dietę Poli za pomocą BLW. Rok i trochę temu pchała nieporadnie do buzi to, co akurat udało jej się złapać w rękę i donieść do ust i piła z kubka z moją pełną asystą, nie bardzo wiedząc po co to robi. Syf robił się przy tym niemiłosierny. Dzisiaj praktycznie wszystko je sama, jedyną trudnością jest brak pełnego uzębienia. Od kilku miesięcy jedzenie podaję jej już w miseczce albo na talerzu, i sama sobie operuje widelcem albo łyżką, a jak się nie da to ręką. Jeśli nie postanowi się dla zabawy umorusać jedzeniem (coraz rzadziej), to jest naprawdę całkiem czysto. Ma półtora roku i sama pije z kubeczka Doidy jak i ze zwykłego. Kiedy jest głodna to nas informuje, głośno i wyraźnie, a kiedy już nie chce to oddaje naczynie i mówi „koniec” a ja to przyjmuję bo postanowiłam jej w tym temacie zawierzyć.

Przez ten czas nie korzystaliśmy z żadnych słoiczków i innych gotowych produktów dla dzieci, opieraliśmy się tylko na „normalnym” jedzeniu. Piszę to tylko gwoli ścisłości i jasności jak wyglądały nasze posiłki. Raz jeden chciałam jej podać mus z saszetki w restauracji, żeby było czysto ale natychmiast go wypluła do rąk, żeby sprawdzić co to jej trafia do buzi i już wcale a wcale nie było czysto. Od początku jedliśmy te same posiłki dostosowując tylko formę składników do jej możliwości. I od początku dostawała wszystko do samodzielnego radzenia sobie. Sporadycznie w sytuacjach kiedy baaardzo chcę uniknąć bałaganu, nie mam śliniaka ani pieluchy albo konsystencja posiłku jest słaba do nabierania to ją podkarmiam. Najczęściej nie jest z tego zadowolona, no ale głód wygrywa.

BLW to nie magiczna sztuczka sprawiająca, że dziecko zawsze zje wszystko co rodzic sobie zażyczy. Pola nie je wszystkiego. Są rzeczy, na które okresowo kręci nosem przy każdym podaniu, są takie które raz chętnie a raz ani trochę. Kiedyś jadła, dzisiaj nie chce. I odwrotnie. Póki co jeszcze chętnie próbuje nowych rzeczy, chyba że przypominają jej coś co już zna i wie, że to jej nie pasuje. Wszystko proponuję raz i drugi, i jak nie chce to nie chce. Najbardziej na świecie nie chciałabym zamienić posiłków w wieczna walkę. Do tej pory mała sama decyduje co zje i ile tego zje i pora jedzenia jest zwyczajnym punktem dnia, bez napięcia i emocji. Wychodzi na to, że się najada bo rośnie, przybiera na wadze, rozwija się prawidłowo. Nie wybiera tylko małowartościowych i niezdrowych rzeczy, bo takowych nie podajemy. Wyniki miała dobre, oprócz braku żelaza kiedy jeszcze karmiłam ją piersią a już zużyła zapasy z brzucha. Cały czas uczy się jeść samodzielnie a jednocześnie kulturalnie. Najczęściej je albo próbuje jeść sztućcami, ale czasem kiedy nie idzie jej to efektywnie to wybiera ręce i już. Myślę, że jeszcze ma czas, żeby nauczyć się operować widelcem i łyżką w każdej sytuacji. Nigdy się nie dławiła, parę razy się zakrztusiła, teraz też się jej zdarza ale doskonale sobie z tym radzi.

Pola póki co lubi jeść. Ciężko powiedzieć ile w tym zasługi BLW, a ile samej Poli, tego się nigdy nie dowiemy. Nie wiem jak by było gdybyśmy poszli inną drogą. Nie wiem na jakim etapie samoobsługi byłaby teraz, gdybyśmy rozszerzali dietę nazwijmy to „tradycyjnie”. Myślę, że nie byłoby z tym wszystkim lepiej. A przy BLW jest też kilka innych plusów. Teraz, kiedy mała już właściwie ma rozszerzoną dietę i można powiedzieć, że jest „po wszystkim” stwierdzam, że jestem w pełni zadowolona z naszego wyboru i nie chciałabym zrobić tego inaczej.

A jak sprawdziły się nasze sprzęty? Wcześniejsze opinie o nich TU i TU.

Sztućce

Pierwsza łyżeczka: Avent Phillips – na początek bardzo dobra, służyła nam przez pierwsze siedem miesięcy, ale jest płytka, więc przestała wystarczać.

Łyżeczki dodatkowe: zestaw z Ikei – ta długa była idealna do ewentualnego karmienia gdy zaszła potrzeba, ta szeroka nadawała się kiedy trzeba było nabrać coś płynnego bo jest głębsza niż Avent i można ją było włożyć Poli do ręki już z zawartością.

Zestaw sztućców na potem: MAM BABY. Idealnie wyprofilowane dla małych rączek, nie ślizgają się, mają odpowiedni rozmiar i dość przystępną cenę. Łyżeczka jest w miarę głęboka, a widelec na tyle ostry że daje się coś na niego nabić i na tyle tępy żeby nie zrobić sobie nim krzywdy. Nożem można ukroić plasterek ogórka i pokroić kawałki jabłka; ręki ukroić nie można. Idealny do wspólnego gotowania, kiedy Pola też chce kroić. Najważniejszy w zestawie był dla mnie widelec – nie chciałam, żeby Pola zraziła się do takiego, na który nie będzie się dało niczego nadziać, a jednocześnie chciałam, żeby nie narobiła nim sobie szkód. Dla mnie ten zestaw jest idealny. Metalowych sztućców się bałam, bo zdarzało się jej zacisnąć na nich zęby, a kiedy ja raz ugryzłam widelec kilka lat temu, to ukruszyłam sobie jedynkę i do czasu wizyty u mojej dentystki wyglądałam jak półmenelica. Od kilku tygodni używamy metalowego widelca i metalowej łyżeczki, bo Pola zażądała takich jak wszyscy i coraz trudniej było jej radzić sobie z tym, że plastikowy widelec nie zawsze działa jak trzeba.

 

Naczynia

Kubek Doidy – pierwszy i najlepszy, ciągle z niego korzysta. Choć mogłaby już i ze zwykłego, nie pochylonego.

Kubek Borja Ikea – zdjęliśmy pokrywkę z dzióbkiem i używamy od jakiegoś czasu kiedy główny kubek jest akurat brudny albo zajęty. Ma rączki po bokach więc jest wygodny i podobny w obsłudze do Doidy.

Kiedy akurat nie ma jej osobistych kubków pod ręką to radzi sobie i z takimi normalnymi, bez uchwytów i nie sprawia jej to trudności. Boję się rozbijania i sprzątania więc tłukących się ciągle jeszcze unikam. Do koktajli i picia, które wędruje z nią po domu stosujemy kubki z pokrywką i słomką.

Na początku próbowałam podawać jedzenie na silikonowej macie z wbudowanym talerzykiem. Niestety po kilku razach kiedy to mata z całą zawartością zmierzała ku podłodze dałam sobie spokój; wtedy taki sam los spotkałby i inne naczynia, więc za talerz służyła nam taca z krzesełka. Z miseczki i talerzyka zaczęliśmy korzystać jakoś w okolicach 13 miesiąca. Ta z pokrywką jest z Canpolu, doceniam i możliwość zamknięcia i uchwyt za który Polcia mogła sobie miseczkę przytrzymać. Talerzyk jest z Babyono i plusem jest przyssawka, a kolacja nie śmie być podana w niczym innym ;). Obie wygrywają ceną.

 

Fartuszki

Lassig. Fartuszek był bardzo elegancki i odpowiedni rozmiarem dla sześciomiesięcznego malucha. Dopiero pod koniec jego kariery zaczęła się odklejać spodnia warstwa i niezbyt estetycznie rolować i tak po 6 miesiącach trafił do śmieci. Przy następnym maluszku chętnie skorzystam z ich oferty ponownie bo taka żywotność mnie zadowala, fartuszki są bardzo estetyczne i odpowiednie rozmiarem dla malców, a przy tym kosztują mniej niż ich inni ładni konkurenci.

Fartuszek z Ikei szybciej traci swój urok, ale za to ma tę zaletę, że jest tani, więc można go częściej wymieniać. Po Lassigu przerzuciliśmy się na klasyczny fartuszek w kropki z Ikei i teraz używamy bodaj czwartego z kolei. Ostatnio dokupiliśmy też w Ikei śliniak Bussig, jako że zmniejsza się zasięg rażenia przy jedzeniu Poli – nie jest to najbardziej twarzowa rzecz, ale nie boli w oczy i jest w nim chłodniej niż w fartuszku; niestety trudniej go wysuszyć. Na wyjścia od zawsze używamy jednorazowych papierowych śliniaków i owijki z pieluchy/chustki – na początku dbałam o przystępne w konsystencji jedzenie, żeby ograniczyć bałagan, teraz nie trzeba aż tak się tym przejmować.

 

Krzesełko

W dalszym ciągu daje radę, jesteśmy z niego wszyscy bardzo zadowoleni. Jedyny minus jest taki, że wysokością nie pasuje nam do stołu. Chciałabym zdjąć tackę i dosunąć krzesło do stołu, ale pałąk zabezpieczający jest akurat na wysokości blatu i się nie da. Dopiero kiedy będziemy mogli z tego pałąka zrezygnować to uda się posadzić małą faktycznie PRZY stole. Na ten moment radzę sobie montując przenośny fotelik do jedzenia do krzesła w kuchni. Przy jedzeniu nie jest to wielki problem – siedzenie przy stole przydaje się przy rysowaniu, układaniu etc. bo taca krzesełka jest mała i ograniczona.

 

O BLW poczytasz też tu:

BLW – refleksje po pół roku vol.1

BLW – refleksje po pół roku vol.2

BLW – jak zacząć i się nie zniechęcić

5 kwestii, o których musisz pamiętać zanim zdecydujesz się na BLW

Jak przygotować się do BLW praktycznie

 

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, kliknij „Lubię to” albo zostaw komentarz. Dzięki! 🙂