Dzisiaj porcja nowości z naszej biblioteczki; sporo w zimowym klimacie. Każda znalazła u nas w domu amatora, a większość podoba się i mnie i Poli, więc nie ma przegranych.

Już żadna książka nie znajdzie miejsca w przeznaczonych na biblioteczkę półkach, stało się. W końcu się stało. Jak żyć?! A ja najchętniej już dziś zamówiłabym kolejną paczkę. O losie…

Z górki na pazurki, Marc Boutavant, Astrid Desbordes, wyd. Wytwórnia

Kolejna część przygód Wiewiórka Edzia i reszty hałastry. Poprzednia jest wielkim hitem i nie zliczę ile razy usłyszałam „citamy o Cosiu”. Tym razem zwierzaki wybierają się na sanki i niedźwiedź Antoni zarządza wyścig. Edzio musi pokonać swój strach przed ściganiem i porażką, a Antoni dostaje nauczkę za bycie too cocky. – niedźwiedzie nie zawsze są na przedzie. Urzekł mnie puchacz Jerzy przebrany za pingwina; i zauważyłam to dopiero w drugiej chwili. Ciekawe kiedy Pola odkryje, że nos w postaci marchewki na gumce jest nie halo. Na razie jest zachwycona tą historią! Nie wiem czy to mały format, kreska czy kolorystka ale coś (pewnie wszystko na raz) sprawia, że ta książeczka jest bardzo, ale to bardzo przytulna.

Raz,dwa, trzy i ty, Lilli L`Arronge, wyd. Wytwórnia

Kontynuacja fantastycznego Wielkoluda i kruszynki. Tak jak poprzednio, wszystko jest na poziomie miszczunio – ilustracje, tekst, humor i ładne wydanie. W rodzinie łasic pojawia się drugie dziecko i od teraz obserwujemy przygody całej czwórki. Niby nic wielkiego się nie dzieje, a dzieje się wszystko. Zabawa, nerwy, zamieszanie, wypadki, miłość i przytulasy. Cudna książeczka o codzienności, o rodzinie i o jej powiększeniu. Na sukces pierwszej części u nas w domu musiałam poczekać; druga podoba się od samego początku.

Wielkie mycie zębów w zoo, Schoenwald Sophie, wyd. Esteri

A było to tak. Dyrektor zoo zauważa, że coś strasznie w nim śmierdzi. I, że pomimo dobrej pogody nie ma gości a zwierzęta się pochowały. Zasięga języka u jeżyka Ignacego i dowiaduje się, że zwierzęta przestały myć zęby za radą pewnego leniwca…Dyrektor wpada na szalony pomysł i przerabia Ignacego na szczoteczkę do zębów. I tak zaczyna się wielkie mycie zębów. A u nas zaczął się szał i z całej paczki książek to właśnie ta spodobała się pierwsza. Tekstu jest trochę za dużo na nasze możliwości, więc przeczytałam ją raz sama i teraz na bieżąco skracam do tego co najważniejsze. Mojego serca ta dziwna historia nie skradła, jakoś mi żal Ignacego (chociaż on podobno się dobrze bawi) a ilustracje nie urywają dupy..

Wilk, który się zgubił, Rachel Bright, Jim Field, wyd. Zielona Sowa

Z tej serii mamy książki o Wiewiórkach i o Koali, obie bardzo chętnie czytane, obie piękne. Historia Wilka nie zawodzi, jest równie fantastycznie. Mały wilczek jest strasznie do przodu, uważa że świetnie poradzi sobie sam i nikogo nie potrzebuje. Kiedy jednak nie nadąża za stadem i gubi się pośrodku lasu i nocy odkrywa, że pomoc innych jest bezcenna. Pola jest póki co troszkę sceptyczna, niby chce czytać o wilku, ale jednak książkę zamyka. Chciałabym, a boję się. Nie wiem czy nie jest troszkę za mroczna. Wizualnie, bo nic strasznego się tam nie dzieje. Dużo nocy, ciemnego lasu i dziwne zwierzęta robią swoje. Dla mnie bomba, a mała z czasem pewnie się przekona, bo to fajna i ładnie opowiedziana historia.

Tutaj jesteśmy, Oliver Jeffers, wyd. Zielona Sowa

Wskazówki dla mieszkańca planety ziemia to podtytuł i tym właśnie jest ta książka. Mini przewodnik dla kogoś kto pojawia się u nas pierwszy raz. Umiejscawia nas w kosmosie, przypominając albo i uświadamiając, jacy jesteśmy wobec niego malutcy. A potem opowiada o życiu na ziemi, ludziach i zwierzętach. I o tym, żeby być dla nich dobrym. Nawet jeśli są inni, nawet jeśli nie potrafią mówić. Bardzo mądra i wzruszająca książka, nie ma tu żadnych niepotrzebnych słów. Wszystko warto zapamiętać. Gdyby wszyscy kierowali się w życiu treścią tej książki świat były dużo lepszy. Polę najbardziej fascynuje strona z ludzikami i studiuje ją zawzięcie. Pokazuje paluszkiem i każe „mama, opowiadaj o tym”. Reszty książki nie miałyśmy jeszcze okazji przeczytać więcej niż dwa razy, bo „ludziki!” Nie szkodzi, to jest książka na lata, a z mądrościami nie ma co zwlekać, niech kiełkują.

Za dużo zimowych zabaw, Katy Hudson, wyd. Amber

Historia żółwika, który nie lubi zimy i pragnie ją przespać w spokoju. Niestety nie potrafi znaleźć miejsca, w którym mógłby zasnąć bo gdzie się nie umości, tam zaraz ktoś mu zaczyna przeszkadzać. Wędrujepo śniegu, z tobołkiem na plecach i w końcu znajduje sobie łóżeczko, za krzaczkiem, na szczycie góry. Pech chce, że były to sanki i od tego dzikiego zjazdu, którego nie mógł powstrzymać zaczyna się jego przygoda z zimą. Żółwik odkrywa, że zimą też można się dobrze bawić, a dopóki ma się przyjaciół nigdy nie będzie nudno i smutno. Ładne ilustracje, bardzo podoba mi się dbałość o detale. Tekstu mało, resztę można sobie dopowiadać. Pola jest na tak i uważa, że jest śmiesznie jak się żółwikowi przytrafiają różne rzeczy.

Bądź dzielny pingwinku, Giles Andreae, Guy Parker-Rees, wyd. Amber

Opowieść o malutkim pingwinku, który boi się tego co dla innych pingwinów jest oczywistością – wody. Jest mu smutno, jest samotny, i jeszcze się z niego śmieją. Zachęty i wsparcie mamy w końcu robią swoja i Pip Pip wskakuje do wody. I odkrywa, że wszystko to czego się bał wcale nie jest prawdą. Woda jest tak cudowna jak obiecywała mama, zabawa jest przednia, są rybki i przyjaciele. Nauka stąd płynie taka, że czasem warto się przełamać. Polci historia „pongwinka” bardzo się podoba. Poza jednym szczegółem – Pip Pip boi się, że w wodzie mieszka potwór, który to bardzo się Poli nie podoba. Historia spoko, nie pokochałam jednak ilustracji. Ani taty pingwinka, który mówi „Boisz się wody? Dlaczego? Co z tobą, Pip Pip? To śmieszne. Nie bądź głuptaskiem! Dość tego.” Toś pomógł. A potem tylko stoi i patrzy jak szpak w nie powiem co. Weź się, tato!

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, kliknij „Lubię to” albo zostaw komentarz. Dzięki! 🙂