Są ludzie, którym nie przeszkadza nadmiar rzeczy i panujący w domu chaos. Wszyscy są zadowoleni, chociaż jest tak, jakby pośrodku wybuchła gigantyczna wielobranżowa pinata. Ja mam odwrotnie.

Jak wszystko nie jest na swoim miejscu, jak wszystko nie jest ogarnięte i poskładane, to nie mogę zaznać spokoju. Wstępuje we mnie nerwowość. Źle się czuję kiedy wiem, że rzeczy się rozłażą niekontrolowanie po domu, że w szafce zagościł bajzel.

Przyjaciółka powiedziała synkowi, któremu pustą szklankę zakosiłam do mycia, że ciocia sprząta jak szalona.

Babcia powiedziała mi, że jestem porządnicka.

Kiedyś moja szajba była szerzej zakrojona. Potrafiłam przesuwać i obracać kremy etykietami do przodu, żeby stały w porządku, ładnie, a nie byle jak. I to za każdym razem. Biurko w pracy to była świętość, jak mi ktoś na nim kładł rzeczy albo nie daj panie przesuwał mój równiutki układ i naruszał konstrukcję, to od razu zamieniałam się w Sheldona Coopera.

Potem trochę odpuściłam. Na długo przed dzieckiem i skurczeniem się z jego powodu czasu. Po prostu zrezygnowałam z szaleństwa. Albo to szaleństwo zrezygnowało ze mnie?

Teraz tak sobie myślę, że z tym biurkiem to może była walka o jedną rzecz, która w pracy będzie tylko po mojemu. Której mi nikt nie zmieni, nie rozbebeszy, nie spaskudzi. Jakaś namiastka kontroli nad czymkolwiek. Jak w domu mam porządek, to mam też poczucie, że bardziej ogarniam życie i lepiej panuję nad wszystkim. Poukładane w szafie, poukładane w kalendarzu, poukładane w głowie. Lubię.

Niektórzy kwitną w zamęcie, nieładzie i bezplanowości. Ja tam ginę.

Porządek tak, czysto tak sobie

Ustalmy jedno – nie mam bardzo czysto, ale mam bardzo porządek. Nie jest to żadna kokieteria z mojej strony – z okazji odwiedzin koleżanki Poli pierwszy raz od (co najmniej…) pół roku porządnie umyłam podłogę. Mówiąc porządnie, mam na myśli wodą, płynem, wiadrem i mopem, a nie doraźnie, mokrymi chusteczkami, tam gdzie widać plamy.

Odkurzam codziennie, ale to zasługa psa. Miejsca używane, jak blaty kuchenne i stolik w salonie sprzątamy na bieżąco, ale już kurz na biurku… Nasze transparentne drzwi do kabiny prysznicowej rzadko są transparentne. Plama z sosu na kafelkach i chlust kawy na oparciu krzesła często leżą i czekają na lepsze czasy. Czasem i z tydzień mi to zajmie.

Oprócz dobrego samopoczucia dla wariatów, porządny porządek ma i inne plusy.
  • wiesz co gdzie jest i z łatwością to znajdujesz
  • łatwiej jest podejmować decyzje
  • nawet normalnym ludziom jest (chyba) przyjemniej w ładzie
  • masz ładniej w domu
  • masz mniej szajsu w domu
Jak skutecznie zaprowadzić i zachować porządek

1 Wszystko trzeba odkładać na miejsce. Zawsze. Najlepiej od razu. Pod żadnym pozorem nie odkładać gdzie indziej. Jeśli już, to zostawić na środku, na widoku, tak żeby przeszkadzało i domagało się schowania.

2 Wszystko, co można zrobić w minutę albo dwie, trzeba zrobić natychmiast. Nie zostawiać na potem, nie kumulować, nie zbierać. (To powinno też działać przy kwestiach takich jak plama na kafelkach, ale zwykle zauważam to kiedy robię coś innego, nie chcę przerywać a potem to już dawno zapomniałam).

3 Na bieżąco, na bieżąco! Na przykład sprzątanie po gotowaniu nie trwa minutę, ale to nie powód, żeby zostawiać to na jutro. Jeśli nie sprzątamy w trakcie, to po skończonej robocie czeka na nas druga szychta, przy sprzątaniu właśnie. A jeśli po każdym kroku/etapie rzeczy trafiają, odpowiednio do śmietnika/zmywarki/lodówki-albo-szafki/zlewu, to kumulują się nam tylko rzeczy do mycia ręcznego. Na blatach roboczych nic nie zalega, więc już są wytarte, ta-da! A już najstraszniejsze jest dla mnie zostawić jakieś takie rozbebeszenie na noc i potem zaczynać dzień w syfie i od sprzątania. Oj nieee. Ja z tych, co zawsze sprzątają po imprezie w nocy. (Kiedy nie miałam jeszcze zmywarki, to może nie myłam wszystkich naczyń w nocy, ale chociaż układałam sobie z nich porządny, namoczony kopczyk w zlewie.)

4 Wszystko powinno mieć swoje miejsce. I to miejsce musi być wygodne do obsługi i łatwo dostępne! Inaczej wiadomo, człowiek jest leniwy, jak coś wymaga za dużo wysiłku i zachodu, to poszuka sobie innego rozwiązania. Czyli ciulnie byle gdzie. I tak rodzi się nieporządek. Co jakiś czas i tak trzeba odświeżać domowy układ, bo lubi się nadpsuć. Gdyby to było takie proste, to sprzątalibyśmy raz w życiu ;). I uwaga: dla niektórych rzeczy odpowiednim miejscem w twoim domu jest śmietnik.

5 Nadmiar szkodzi. Nadmiar rzeczy, a już zwłaszcza nadmiar nieproporcjonalny do metrażu to pożywka dla chaosu. Daleko mi do minimalistki, ale staram się eliminować zbędne przedmioty z naszego domu. (Bardzo żałuję, że nie mamy instytucji takiej jak charity shops w Polsce. Bo są rzeczy, z którymi doprawdy nie wiadomo co zrobić i może łatwiej byłoby przekonywać Chłopa do rozstania się z nimi.) Takiego jeszcze nie mamy i to się kiedyś może przydać to dwa zabójcze dla porządku zwroty.

Wielka Czystka

Jeszcze w ciąży urządziłam pełne Marie-Kondo u nas w domu. (Entuzjastom porządków polecam lekturę książki TU, a wszystkim polecam program z Marie na Netfliksie TU)Oczywiście na tyle, na ile byłam emocjonalnie gotowa, teraz zrobiłabym to porządniej. Niestety mogę je uprawiać jedynie po kwartalikach, jeśli nie chcę, żeby rzeczy dostały się w niepowołane ręce i rozniosły po całym domu.

Wielka Czystka następuje etapami, pogodziłam się z tym, że trochę to potrwa i nie będzie szybkiego katharsis. Rzeczy, których przy niej wyjąć nie mogę zostawiam na czas kiedy śpi albo urzęduje z dziadkami. Co mogę, to robię z asystą małej, bo inaczej do wakacji się nie wygrzebię. Pola mi chętnie pomoże, ona mi poskłada, ona mi tu poda i włoży. Jest to trochę robota głupiego, ale innej nie będzie, trudno.

Jako nowość zarządzam jeszcze kwarantannę dla każdej rzeczy, która przychodzi do naszego domu. Bo potem odkładasz je tam, gdzie niby pasują i mogłyby mieszkać. Tylko, że nie wiadomo czy powinny. I potem szybki porządek się nie uda. Znowu mam wszystko gruntownie przeglądać? Nie, nie. Od teraz wszystko trafia do specjalnego kosza tymczasowości i tam czeka na werdykt.

Tak JEST łatwiej

Paradoksalnie, to sprzątanie, odkładanie na miejsce, robienie wszystkiego od razu pomaga bardziej i lepiej odpoczywać. Niektórzy lubią na spokooojnie, a nie tu tak nerwowo deskę myć zaraz po użyciu. Spoko, ja nie lubię. Znajomy na wakacjach, jak ogarnialiśmy rano kuchnię, pytał się czemu się tak uwijacie, co się tak spieszycie? Żeby mieć zrobione. Żeby było zrobione to, co zrobione być musi. A potem może być miło. Potem można sobie już odpoczywać.

Przy dziecku, to już w ogóle nie wyobrażam sobie żyć inaczej. Równanie jest proste: więcej rzeczy = więcej możliwości bałaganu, więc wiadomo, że z dzieckiem trudniej o porządek. A z rzeczami dwójki czy trójki jeszcze trudniej. Wiadomo, że w jej rzeczach i jej pokoju nie panuje cały czas porządek. Ale trudno oczekiwać, że dziecko będzie o niego dbać, jeśli samemu kładzie się na to lachę.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, kliknij „Lubię to” albo zostaw komentarz. Dzięki! 🙂