Ciężko było mi zrobić w biblioteczce miejsce dla nowych książek. To znaczy miejsce chętnie zrobię, tylko szkoda, że nie można rozciągnąć w tym celu regału. Meble ani metraż z gumy nie jest, więc zmusiłam się do wybrania tych książek, z których Pola ma najmniej uciechy i pożytku. Słowem tych, z których wyrosła.

Oczywiście w trakcie wydawało mi się, że ona przecież do wszystkich CZASEM zagląda i „szkoda chować”!

Jakoś sobie jednak poradziłam i w nagrodę zrobiło się miejsce na nowiuśkie nowości. Luka NATYCHMIAST została wypełniona i surprise, surprise, znowu nie mamy wolnego miejsca. Ale za to mamy kilka bardzo, ale to bardzo fajnych pozycji.

Pola mówi, Irene Marienborg, wyd. Media Rodzina

Spodobała mi się Pola z okładki i pomyślałam, że naszą Polę ucieszy imienniczka w książce. Kupiłam dostępne części – o sprzątaniu i o robieniu siusiu.

W części o sprzątaniu Polę odwiedza kolega, bawią się, bawią aż robią się głodni. Proszą tatę o coś do jedzenia i w czasie gdy on przygotowuje naleśniki, mają posprzątać. Najpierw bawią się odkurzaczem, potem robią mega hałdę z wszystkiego pod pościelą i na końcu sprzątają wszystko jak należy. Wtedy okazuje się, że z taty też jest niezły bałaganiarz i przyda mu się pomoc dzieci w kuchni. No i z grubsza tyle. Książkowa Pola ma w sobie coś uroczego, jakieś takie żenesekła, a historia jest prosta i dla dzieci (przynajmniej mojego) zabawna. Jeśli chodzi o to czy książka spodobała się Poli, to jej stan ze zdjęcia mówi chyba sam za siebie.

Część o sikaniu nie trafiła w ręce Poli, bo boję się, że jej przekaz nie jest udany. W skrócie: Pola nie chce zdjąć pieluszki, ta jej niestety spada i zaczyna się dramat, bo mała boi się zrobić siku na toalecie i bardzo cierpi, więc kolega Filip próbuje jej pomoc. W odpowiedzi na jej strachy buduje na toalecie kosmiczny konstrukt, z czego nauka płynie taka, że owszem toaleta jest straszna i nie nadaje się do normalnego korzystania. To jest strach zamaskowany, a nie oswojony, bo niestety kibel jaki jest, każdy widzi.

Dziewczyny, Jenny Lovlie i Lauren Ace, wyd. Wilga

Historia o przyjaźni czterech różnych dziewczynek, która zaczyna się pod jabłonią. Dziewczynki bawią się, kłócą, wspierają i zaczynają dorastać. Szmaciana lala zostaje pod drzewem sama, a one ruszają coraz dalej w świat (uwaga, mama się wzrusza). Dziewczyny stają się kobietami, kończą szkoły, robią kariery, zakładają rodziny, ale ciągle mogą na siebie liczyć. Czas mija a ich przyjaźń nadal trwa. No piękna to historia, kto tak ma, temu gratuluję. Poli książka się spodobała, „czytamy dziewczyny!” pada z jej ust ze trzy razy dziennie. Z minusów – ilustracje mnie nie urzekły, niestety.

Ile mamy nóg, Kes Gray i Jim Field, wyd. Wilga

Na podwieczorek do chłopca przychodzą w gości rozmaite zwierzęta, a on próbuje się doliczyć ileż to nóg będzie w jego pokoju. My liczyć kończymy na drugiej stronie, kiedy oprócz dwóch nóg chłopca pojawia się trzecia noga. Czwarta, piąta i szósta też, bo to pełnonożny miś, ale to już wyższa matematyka. Historia jest rymowana, impreza szalona, jest dużo różnistych zwierzątek więc książka Poli się podoba. Ilustracje fajne, ale to wiadomo, bo są autora Wilka i reszty serii, o której pisałam TU. Kiedy używa się tej książki do prawdziwego liczenia to nie wiem, bo prawidłowa odpowiedź na tytułowe pytanie brzmi 174. Chyba wtedy, kiedy taka książka już wcale nie jest interesująca. Może po prostu zamysł jest taki, żeby liczyć tylko nogi nowo pojawiających się gości?

Spacer z psem, Sven Nordqvist, wyd. Media Rodzina

Lubię sobie zajrzeć jak wygląda ilustrator książki, nawet bardziej niż autor. Svena też zguglowałam i okazuje się, że to trochę taki miły, starszy pan, a trochę Walter White. Z czego oczywiście nic nie wynika, ale dla mnie to zawsze ciekawostka. Spacer z psem to historia bez słów. Chłopiec zabiera psa cioci na spacer i zaczyna się fantastyczna (dokładnie taka) przygoda. Wyruszają w podróż pociągiem i zwiedzają niebywałe krainy. A tam cuda na kiju i dziwy nad dziwami, a wszystko kipiące szczegółami. Jestem pod wrażeniem wyobraźni autora i umiejętności tworzenia z niej obrazów. Tę książkę będziemy oglądać jeszcze latami, ale już teraz Pola chętnie poszukuje na obrazkach chłopca z psem, karmi mnie pomidorkami z krzaczka i wypatruje „chorego” słonia.

Tam chcę pojechać na wakacje w tym roku!
Jest i chory słoń…
Kiedy dorosnę, Quentin Greban, wyd. Media Rodzina

Perełka! Jestem zakochana w tej książce. Pani pyta klasę piesków kim chcą zostać jak dorosną, a one po kolei odpowiadają. Bardzo proste, bardzo mało tekstu, ale i bardzo cieszy, zwłaszcza Polę. Są pieski z imionami, są zawody i ich atrybuty, jest rytm i powtarzalność. Ja rozpływam się każdorazowo nad ilustracjami, bo są przeeeepiękne i bardzo zazdraszczam talentu! Chcę wincyj!

Ratunku, najmilszy smok na świecie!, Jonny Lambert, wyd. Wilga

Safii nie che żyć jak inne smoki, bo ma dobre serduszko. Chciałaby żyć w ciepełku i słoneczku, w lesie, ze zwierzętami. Oczywiście pojawiają się trudności, Safii nie pasuje, inni się jej boją i już, już prawie wita się z gąska, ale pech chce, że musi kichnąć po smoczemu i cała robota na marne. Później, jak w klasycznej opowieści, pojawia się moment na „odkupienie” i smoczyca ratuje zwierzaki, a one w końcu przekonują się jaka jest na prawdę. Bałam się, że stylistyka może nie siąść Poli, ale niepotrzebnie. Historia przyjacielskiej smoczycy Saffi została przez nią ciepło przyjęta. Ilustracje jak najbardziej doceniam, choć nie są to moje ulubione klimaty; określiłabym je jako abstrakcyjno-kolażowe.

Radość, Corrinne Averiss i Isabelle Follath, wyd. Zielona Sowa

Pewnego dnia babcia Marysi przestaje się uśmiechać. Dziewczynka jest zdeterminowana, żeby złapać trochę radości, zanieść babci i przywrócić jej uśmiech. Niestety, okazuje się, że radość znaleźć łatwo, ale nijak nie da się jej złapać. Koniec końców okazuje się, że Marysia niepotrzebnie martwi się nieudanymi łowami, bo to ona sama i jej towarzystwo są dla babci największą radością. Cenna lekcja o tym, że radości powinniśmy szukać w sobie i relacjach z ludźmi. Książka jest oznaczona jako 4+, ale nie ma w niej dużo tekstu, nie wymaga dużo cierpliwości. Może nie jest to najprostszy przekaz, ale Pola wysłuchuje z zainteresowaniem.

Na zawsze przyjaciele, Przemysław Wechterowicz i Emilia Dziubak, wyd. Ezop

Zwrot „pełne ciepła” jest nad wyraz często używany, kiedy mowa o książkach dla dzieci. Ale co, jeśli nie książki dla dzieci właśnie, ma być pełne ciepła? Chłodu i zła wszelkiego jeszcze się im przyjdzie naoglądać, więc z książek dla dzieci niech się leje ciepełko na serduszka, ile wlezie. Tak jak w tej książce, która jest cieplutka pod każdym względem. Historia, bohaterowie, finał i ilustracje, no wszystko. Króliczek i sówka, mieszkający w jednym dębie bardzo chcieliby się zaprzyjaźnić. Niestety rozmijają się ze sobą, bo jedno żyje w dzień a drugie w nocy. Radzą sobie jak mogą, czekają i tęsknią. W końcu z pomocą przychodzi magiczna spadająca gwiazda i razem z rodzicami znajdują rozwiązanie… Książka jest prześliczna i kochańska, mam ochotę się do niej przytulać!

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, kliknij „Lubię to” albo zostaw komentarz. Dzięki! :)