O tym, że życie z dwulatkiem to udręka można dowiedzieć się z wielu źródeł. Bunt dwulatka, terrible twos, ratuj się kto może, wszystko źle.

Tak, to czas kiedy dzieci mnóstwo rzeczy chcą „siame” a na drugie mnóstwo nie chcą się zgodzić, bo odkryły, że mogą. I się denerwują, i sobie nie radzą. Mogą krzyczeć i płakać mogą; „bez powodu rzecz jasna. Możemy uznać, że to etap rozwoju albo możemy uznać, że to złośliwość i niegrzeczność. Jak kto woli, z czym się komu lepiej śpi…

Ale to nie jest cały obrazek. Przecież pośród tego wszystkiego zaczyna wyrastać nam człowiek, który jak nikt potrafi zaskoczyć, ubawić i rozczulić. Dwulatek w domu to nie tylko niekończące się szukanie sposobów, negocjacje i wywracanie oczami w milczeniu.

Taki dwulatek robi też mnóstwo prześmiesznych i przekochanych rzeczy. Rzeczy, które cieszą tym bardziej, że to pierwsze interakcje na poważnie, jak z człowiekiem, który ma różne przemyślenia i takie nawet trochę poczucie humoru. Reaguje po swojemu, zaskakuje empatią, zapamiętuje i zauważa więcej niż nam się wydaje.

Mała Pola też była urocza i kochana, ale teraz robi i mówi takie rzeczy, że idzie zwariować.

1 Jak krzyknę ała albo powiem, że mnie coś boli to od razu woła, że chce mi dać całusa-leczusa. I biegnie choćby z drugiego pokoju i daje całuska nawet w krzyże i zakwasy w pośladkach.

2 Jak miałam słaby dzień i się rozkleiłam przy niej, że nie mam czasu popracować i że nie zdążę, nie zdążę, łeee to mi powiedziała „mamo, idź popracować”. A jak innego fatalnego dnia miauczałam, że jak ja wyglądam, nawet się nie zdążyłam uczesać, pomalować to usłyszałam „mamo, pomaluj się”. I jak tu nie płakać dalej?

3 Dzieli się swoimi kochanymi malinkami i borówkami. Czasem zapomni i z reguły daje po jednej, ale to i tak słodko.

4 To już ten czas, u nas już jest śmiesznie. Przy śniadaniu opowiada, że Pola się wypierze, powiesi na kaloryferze i wyschnie. Albo na pytanie co tata ładował w ubikacji (prawidłowa odpowiedź to akumulator) odpowiada: wujka Adama. (Jest tego mnóstwo, śmieszne oczywiście głównie dla nas, ale innych bawić nie musi.)

5 Używa drewnianego zabawkowego pojemnika na cukier jako obieraczki do marchewki, strzykawką wkręca śruby, a pluszowy pies robi za klej. Robi zdjęcia swoim zabawkowym telefonem, który wygląda jak Motorola z lat 90 i potem je wszystkim pokazuje. Fantaźja fantaźja! Cudnie się to obserwuje.

6 Prześmieszne jest łapać ją na tym, jak nas naśladuje. Mnóstwo rzeczy w jej świecie jest niestety, chyba i po prostu. Grozi Vincentowi grzmiącym pazurem jak ja i kiedy odchodzimy z pustymi rękami spod zepsutego paczkomatu to mówi „czasem tak się dzieje”. (Potem dodała też ja piejdole – no cóż, każdy medal ma dwie strony…)

No jakżeż nie uwielbiać! Też tak macie?

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, kliknij „Lubię to” albo zostaw komentarz. Dzięki! :)