Nie sposób nie mieć JAKIEGOŚ wyobrażenia o rodzicielstwie. Nie sposób nie zakładać sobie tego i owego. Oczywiście nie ma się co zaperzać i krzyczeć że nigdy i że na pewno. Nie tylko w kwestii macierzyństwa. Ale coś tam sobie myśleć jednak warto. I można chcieć do jasnej ciasnej, można chcieć! I można mieć i plany i założenia i poglądy. Że życie je czasem/często weryfikuje?

Tak, weryfikuje nasze postawy i chcenia, ale czy to powód żeby ich w ogóle nie mieć?

Bo potem się okaże, że nie wyszło. Albo okaże się, że jednak chcemy inaczej. I? Co, wstyd będzie? Przed kim, po co i dlaczego?

Czasem wychodzi inaczej. I co z tego? Życie panie, życie!

Nie wszystko zależy tylko od nas, więc zawsze jest szansa, że będzie inaczej niż myślimy, logiczne. Ale co w tym śmiesznego czy naiwnego, że się czegoś tam chce? Na przykład rodzić siłami natury. Czy taki poród to jest jakaś ekstrawagancja, jakiś święty graal, żeby planowanie takowego było czymś dziwnym i niedorzecznym?

Lepiej założyć, że wszystko będzie i tak porażką, to się nie rozczarujesz? Nie, dziękuję. Ja jednak wolę nastawić się pozytywnie.

Można chcieć rodzić naturalnie, można mieć taki plan. Z porodem nie ma gwarancji, że wyjdzie tak jak chciałaś, fizjologii nie przeskoczysz. Czy to znaczy, że nie warto o nim myśleć, planować, chcieć, wiedzieć?

Dlaczego miałabyś się nie nastawiać na karmienie piersią i tego nie chcieć, skoro tego właśnie chcesz. Bo może się nie uda? No jak założysz, że się nie uda, to ciężko o sukces. Samospełniająca się przepowiednia i te sprawy.

Możesz chcieć, żeby twoje dziecko nie używało, albo właśnie używało, smoczka i butelki. Możesz chcieć, żeby spało z tobą albo osobno. Możesz nie chcieć żeby oglądało bajki do 4 roku życia, możesz nie chcieć żeby bawiło się (swoim) tabletem, możesz nie chcieć dawać mu słodyczy i zestawów spod złotych łuków.

Będzie jak będzie? Trochę tak, a trochę nie. Na wszystko wpływu nie mamy, ale to nie znaczy, że na nic. O każdej z tych rzeczy COŚ sobie myślisz, bo to ważne rzeczy. Ciężko chyba uważać, że „a to wszystko jedno”.

Ostatecznie i tak zawsze musisz COŚ wybrać i podjąć jakąś DECYZJĘ.

Czy to naprawdę śmieszne, naiwne i głupiutkie, że ktoś pochyla się nad rodzicielstwem zanim dostanie nim prosto w twarz? Niektórym nawet udaje się zrealizować swoje zamierzenia…

To najważniejsza praca jaką mamy w życiu, a jednocześnie po co tyle o tym myśleć, po co te ideały i plany? To jak to w końcu jest?

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, kliknij „Lubię to” albo zostaw komentarz. Dzięki! :)