Niedawno sprzedawaliśmy auto. Nic Poli o tym nie mówiłam, nie wyjaśniłam, że przyjedzie pan i pani i je zabiorą, temat się nie pojawił. I jak przyszło co do czego, to stałam oniemiała.

Bidulka się na to nie przygotowała. Właściwie to ja jej nie przygotowałam na utratę zielonego auteczka. Okazało się, że to bardzo ważne wydarzenie i lepiej, oj lepiej było o nim uprzedzić. Emocje były, że hej. I szloch nie na żarty. Zabierają zielone auteczko!

Myślałam, że to nie będzie dla niej ważne. Że to jest coś, co ją nie obejdzie, nie zwróci na to uwagi. Że to nie leży w spektrum jej zainteresowań. Właściwie to zupełnie umknęła mi myśl, że to może być coś istotnego, że warto o tym wspomnieć – przeca dwa lata ma, gdzie ją tam jakieś auto obchodzi, interesuje. Nie pomyślałam, że dla niej to jest zmiana odwiecznego porządku. I najzwyczajniej w świecie nie wie co się dzieje. Może nawet myśli, że dzieje się coś złego

A wystarczyło jak zawsze porozmawiać. Może wystarczyłyby tylko dwa zdania, może więcej. Może i dłuższa rozmowa. Śmiem przypuszczać, że wtedy nie byłoby takiej awarii w trakcie i po fakcie.

Oczywiście, że nie na wszystko dziecko da się przygotować. Ale na to co można, to czemu nie? Jest to jakiś trening – przeżywa to samo, ale w lepszych, dogodniejszych dla niego warunkach. Jest czas na rozmowę i zrozumienie. Na oswojenie.

I nie chodzi tylko o nieprzyjemne rzeczy – o wszystkie. Kto wie, co tam się dzieje w tej małej głowie, jak ona sobie układa rzeczy? Że sprzedaż auta będzie nieprzyjemna przecież też nie pomyślałam…

Wygląda na to, że każda zmiana zasługuje na wzmiankę – nawet jeśli dziecko to tylko dwulatek. Zwłaszcza zmiana naruszające rutynę i dotychczasowy układ. Jedyny jaki dziecko zna. Jak go nie poinformujesz to ono nie wie, bo nie siedzi ci w głowie. Gumowe uszko słyszy dużo, ale nie wszystko i nie wszystko rozumie.

Lepiej uprzedzić dziecko, że przedszkole będzie nieczynne. Lepiej mu to wcześniej wytłumaczyć. Rzeczy oczywiste dla nas, nie są takimi dla dzieci. Trzylatek nie słyszał w wiadomościach, że jest strajk. Wszyscy wiedzą, ale pech chce, że on akurat nie.

„To tylko dziecko”, i tak zrobimy co zrobimy, i tak się stanie to, co się stanie. Owszem, nie zmienisz zdania w ważnej sprawie, ani tym bardziej nie zmienisz rzeczywistości. Ale nie masz prosić dziecka o pozwolenie, tylko je poinformować i pomóc mu się w tym odnaleźć.

P.S. Nawet dorosłym się czasem łezka w oku kręci przy sprzedaży auteczka…Może Pola nadużyła empatii i wyczuła moje smuteczki, wszak było to autko z imieniem 😉

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, kliknij „Lubię to” albo zostaw komentarz. Dzięki! :)