Uwielbiam książki dla dzieci, zwłaszcza te nowe, jeszcze nie przeczytane tysiąc razy. Trzeba się naprawdę postarać, żebym nie poczuła żadnej ekscytacji na widok nieznanej mi okładki. Serii z Kicią Kocią się to udało i to kilka lat temu. Przejrzałam ją kiedyś u koleżanki i zapamiętałam sobie, że może niekoniecznie…

Dzieci, zdaje się że w większości, mają odmienne zdanie na ten temat. Nie wiadomo o co chodzi, podoba się i już. Ja w końcu skusiłam się na część o nocniku, bo chciałam być w tym temacie uzbrojona po zęby i przy okazji dorzuciłam o „to-moich-zabawkach”. A niech stracę! Temat na czasie, może się przyda, może się nada.

Bardzo intensywna miłość była. Bardzo. Ja po wielo, wielo, wielokrotnej lekturze nie zostałam fanką kici – prawie oszalałam od powtarzania kicia kocia kiciakocia kocio kicio. Nie idzie tego czytać więcej niż raz dziennie, a trzeba z dziesięć. Bez xanaxu nie podchodź.

Ani to ładne, ani ciekawe, no ale powiedzmy, że przydatne. Z rezerwą podeszłam do kupienia kolejnych części w czasie majówki. No ale niech będzie, coś czytać trzeba, dziesięć książeczek o Stumilowym Lesie zaczęło wychodzić bokiem jeszcze przed półmetkiem wyjazdu.

Przeglądałam wcześniej na necie ofertę kiciowego imperium i zaintrygował mnie jeden tytuł, ale chciałam sprawdzić co tam dokładnie w środku jest. Z Polą i ubikacją zaliczyłam wtopę, więc wolałam zajrzeć do środka.

Nie chcę się tak bawić, woła Kicia z okładki.

Na placu zabaw pojawia się nowy kolega imieniem Marcyś. I ma swoje pomysły na zabawę, które wcale, a wcale nie podobają się Kici Koci i Adelce. Wymyśla, że chłopcy będą rycerzami, a dziewczynki księżniczkami, klasycznie. I chce je porywać, zamykać w wyimaginowanych lochach i tam się nimi opiekować. Milczenie owiec, Buffalo Marcyś. Jak ostatni cham, próbuje bez pytania pocałować w policzek Kicię Kocię. Potem łapie Adelkę, która się wyrywa, ale on ją mocno trzyma, aż Adelka zaczyna płakać. A następnie, rozumiecie, zdziwiony jest palant.

Muszę tutaj dodać, że Bambi mnie zawsze okropnie wzrusza, o Królu Lwie nawet nie mówię. Ale, że ilustracja w książce sprawi, że będzie się we mnie niemalże gotować, to nie wiedziałam. Mam ochotę dać mu w ryło, chociaż ma 6 lat i jest narysowany. Autentycznie.

Żałuję, że Adelka biernie znosi tego patafiana. Kiedy czytamy, to wkładam w jej usta słowa, niechże daje przykład i mu wygarnie! Zamiast płakać i czekać na zmiłowanie, Adelka ma powiedzieć Zostaw mnie, puść mnie, nie chcę żebyś mnie dotykał! A jak to nie pomoże…no, do tego jeszcze nie doszłyśmy.

Ostatecznie Kicia Kocia oznajmia, że dziewczynki nie chcą się bawić w żadne księżniczki i fajne jest to, w co chcą się bawić wszyscy, hello!

Ooo, „Marcysiowi jest smutno.” Chociaż tyle.

I dziwnym trafem nie chce być rycerzem, którego dziewczyny porwą i wrzucą do lochów. No ciekawe. Marcysiowi zostaje wybaczone, ale moim kolegą to on już nie będzie, nie, nie.

Nie do końca wiadomo czego oczekiwać po okładkowej deklaracji Kici, że nie chce się tak bawić. Miałam nadzieję, że właśnie czegoś takiego jak jest w książce. To jest bardzo ważny temat! A nie widziałam go jeszcze w książkach do tej pory – może są w takich dla starszych dzieci. Ale nie ma na co czekać, to jest jak najbardziej odpowiednia historia dla malucha i fajnie, że jest. Przeglądając pozostałe tytuły nie spodziewałam się znaleźć takiej historii, tak więc miłe zaskoczenie, na plus dla Kici.

Ekwipunek strażaka, powstawanie miodu i co wypada w teatrze to bardzo ciekawe sprawy, ale na co dzień częściej przydają się inne lekcje i umiejętności. Empatia, granice i poszanowanie nietykalności innych – podstawowy zestaw, każdy powinien nim dysponować. Nikt nie ma prawa dziecka łapać, całować, przytulać, przytrzymywać ani w inny sposób naruszać jego cielesności wbrew jego woli. Ani inne dzieci, nawet w zabawie, ani dorośli, obcy i mniej obcy. I dziecko powinno to wiedzieć. Nie bać się, nie dać się, mówić, a jak trzeba to krzyczeć.

Trudno o tym pisać w sposób przystępny dla dziecka, pewnych rzeczy nie da się im pokazać tak jeden do jednego; w końcu chodzi o to żeby uczyć, a nie traumatyzować. Może klasyczna wersja Czerwonego Kapturka musi być taka jaka jest? Może lepiej jej nie unikać, tak jak i nie ukrywać tego, że zło istnieje. A symboliczne zjadanie babci w całości jest jednak lepsze, niż to co pokazują w wiadomościach. Udawać, że tematu nie ma – jeszcze gorzej, wszak człowiek to nie jest piękne zwierzę

P.S. Oczywiście usłyszałam, że jak ją będę chciała złapać na placu zabaw to mi powie, że nie chce i mam ją zostawić. No i masz 😉

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, kliknij „Lubię to” albo zostaw komentarz. Dzięki! :)