Dwa tygodnie temu, po amerykańskim dniu matki, na Reddicie pojawiła się krótka historia o tym, że kolejny raz okazał się on totalną porażką. Pani generalnie ma dobrego męża i wszystko jest wspaniale, ale on nie umie w święta i co roku jest ta sama historia.

Jedyne czego ona chce, to nie musieć nic planować w ten dzień. On trochę by chciał, coś tam sobie wcześniej myśli, ale ostatecznie wszystko sprowadza się do zapytania jej No to co chcesz robić. A potem smutku i zawodu, że i jej jest smutno i jest zawiedziona. Koniec końców pani ma dodatkowy balast emocjonalny, bo albo wszyscy będą smutni, albo, żeby było przyjemniej, będzie pocieszać męża, chociaż wcale nie ma ochoty.

Jak zwykle, w komentarzach można znaleźć jeszcze ciekawsze odpowiedzi i jedną muszę, po prostu muszę przytoczyć. Pewna pani poprosiła by w tym roku (zamiast nieprzemyślanych prezentów kupowanych na ostatnią chwilę, jak wcześniej) mąż zorganizował z dziećmi jakieś wydarzenie, fajne dla wszystkich – zoo albo park rozrywki i lunch, który nie będzie szynkowymi bułami z supermarketu jedzonymi w parku. (Ponownie – marzenie o nieorganizowaniu i nieplanowaniu.)

Rzeczona pani dzień zaczęła od zabrania szczeniaka na cotygodniowe zajęcia, bo wszyscy spali. Potem zawiozła prezent swojej mamie, w międzyczasie wstały dzieci i w końcu wstał mąż. No i mówi jej, że jedziemy! Ona nie może się powstrzymać, więc pyta, czy dzieci są aby na pewno gotowe, a on zapewnia, że oczywiście. Pani widzi też, że jedzie z nimi szczeniak, no ale skoro jedzie, to znaczy, że zaplanowali coś w czym może wziąć udział, c’nie?

I oto zaczyna się zabawa. Po półgodzinie stają pod supermarketem i mąż pyta czy chce bułę z szynką czy co? Ręce i cycki jej opadają, więc mówi, że wszystko jedno. Jadą dalej i zatrzymują się pod parkiem, w którym byli już wiele razy i oto niespodzianka – zrobimy sobie piknik! Pani, podobno próbując ukryć swoje prawdziwe emocje, mówi: „wiesz, że tu nie wolno wprowadzać psów, prawda?” No widać nie wie. Wtedy najmłodsze dziecko oświadcza, że nie ma ubranych butów i, co więcej, w ogóle nie ma ze sobą żadnych butów. Lunch jedzą w samochodzie. Wracają. Pani jeszcze naiwnie pyta, czy może jest dla niej jakiś prezent. Mąż mówi, że chciał jej kupić voucher na masaż, ale UWAGA nie zdążył bo starał się, żeby dzisiaj wszystko poszło gładko. Kurtyna. Gilotyna.

Nie jestem na jej miejscu, więc ta opowieść setnie mnie ubawiła. Ale tak serio, to jak można tak spierdolić na całej linii? To naprawdę nie były wygórowane wymagania i, co ważniejsze, jasno przekazane. Zoo i lunch w restauracji. Jak trudne to może być? Okazuje się, że niewyobrażalnie. Nie do ogarnięcia.

Najgorzej mieć oczekiwania. Najgorzej zakładać, że ludzie coś zrobią, bo potem oni cię zawodzą i ani trochę tego nie robią. Czasem bo nie wiedzą, bo nie pomyślą, bo nie są tobą. Czasem nie uświadamiają sobie do końca, że tego oczekujesz. Czasem nie wiedzą, że to jest dla ciebie TAK BARDZO WAŻNE. Czasem nie pomoże nawet, jak się im wyłoży jak krowie na rowie. Najgorzej mieć oczekiwania.

Niektórzy chcą i potrzebują prezentów, kartek, wyjść i celebracji. I jest to dla nich naturalny sposób na obchodzenie swoich i cudzych świąt. Ale jak ktoś tego nie potrzebuje, to nie ma w jego rejestrze takich zachowań. I co mu zrobisz? Olejesz, żeby zobaczył jak to jest? Ale co zobaczy skoro jemu JEST WSZYSTKO JEDNO. Jak kulą w płot, triumfu nie będzie.

Rozumiem, że one chcą obchodzić dzień matki z namaszczeniem. Nie zastanawiam się po co i dlaczego, bo tu nie ma nic do rozumienia – tak lubią i tak chcą mieć. I myślę, że mieć powinny. To, że ktoś oczekuje specjalnego dnia i fajerwerków nie musi oznaczać też, że na co dzień to ma przesrane i nikt go nie docenia. Może po prostu ma silny gen świętowania, znam takich!

Jeśli chodzi o to, co nazywają emotional and planning laborto tak, rozumiem i poniekąd współodczuwam. Dzieci to wysiłek emocjonalny i dużo organizacji; na co dzień opiekuję się małą więc wiadomo, że jest to bardziej moim udziałem. Siłą rzeczy, bo spędzam z nią dużo, dużo więcej czasu, więc jest to uzasadnione. Ale czy niewidzialny i niemierzalny emotional and planning labor dzieli się po połowie, kiedy i mama pracuje na pełen etat?

Prawda jest taka, że pamiętanie o datach i urodzinach przychodzi mi z łatwością. Organizowanie i planowanie nie sprawia mi problemu, a tak właściwie, to często sprawia mi przyjemność. Niestety, co za dużo to i świnia nie zje, więc tak, marzy mi się czasem wolne od odpowiedzialności, organizowania z obowiązku i ciągłego planowania. Chętnie korzystam z każdej możliwości, żeby zrzucić to na innych. A, że tych okazji jest mniej niżby się chciało, to już inna sprawa…

Ja lubię święta, lubię przygotowywać, lubię dekoracje. Lubię robić prezenty, jeśli mam na nie pomysł. Lubię robić urodziny dla Poli. No i właśnie, ja to LUBIĘ – robię to też dla siebie. Ale już celebracje mojej osoby, organizowane przez innych, nie są mi potrzebne, ha!

Ludzie mają niebywale różne podejście do takich spraw jak obchodzenie świąt. Można by się pokusić o stwierdzenie, że widziały gały co brały i nie ma się co dziwić. Jak ktoś leje na wszystkich, no to po prostu tak ma, zawsze to jakieś pocieszenie, że wszyscy (nie) dostają po równo.

Z drugiej strony, na jakieś minimum chyba wszyscy mogą się zdobyć jeśli jest potrzeba. To nie są rzeczy z kosmosu i nie trzeba kończyć specjalnych szkół, żeby pojechać do zoo albo kupić bombonierkę. No fajnie, że dla ciebie nie jest ważne, ale może dla niej jest?

Dzięki komentarzom trafiłam też na test 5 języków miłości. I to bardzo ciekawa sprawa, gorąco polecam. W kontekście historii o nieudanych dniach matki i totalnym niezaspokojeniu potrzeb, to może wiele wyjaśnić. Patrzymy ze swojego punktu widzenia i często ciężko jest nam wyjąć łeb z dupy i zobaczyć, że inni myślą, czują i odbierają rzeczy inaczej. I czego innego potrzebują. Puenta jest taka, że należy włączyć empatię i nie robić drugiemu co jemu nie miłe. I już.

  

P.S. Dodam jeszcze, jako ciekawostkę, że odezwał się w dyskusji pan, który postanowił jakoś poradzić sobie z nieumieniem w święta. Kupuje po kilka kartek na urodziny, rocznice etc. i trzyma je w biurku w pracy. Daty wpisuje do telefonu i ustawia przypomnienia na tydzień wcześniej. Kiedy ma pomysł na prezent, od razu go zamawia, żeby nie zapomnieć. Kiedy słyszy, że jego żonie coś się podoba, to zapisuje to w telefonie. I przypominają sobie nawzajem z przyjacielem, jeśli zbliża się się jakaś okazja. Proste i rzeczowe rady, od chłopa.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, kliknij „Lubię to” albo zostaw komentarz. Dzięki! 🙂

Zdjęcie Priscilla Du Preez on Unsplash